Размер шрифта:     
Гарнитура:GeorgiaVerdanaArial
Цвет фона:      
Режим чтения: F11  |  Добавить закладку: Ctrl+D
Следующая страница: Ctrl+→  |  Предыдущая страница: Ctrl+←
Показать все книги автора/авторов: KapuЕ›ciЕ„ski Ryszard
 

«PodrГіЕјe z Herodotem», Ryszard KapuЕ›ciЕ„ski

Иллюстрация к книге

WidzД™, Ејe przydarzyЕ‚o mi siД™ to,

co siД™ przytrafia

zlepionym przez dЕ‚ugotrwaЕ‚e

leЕјenie ksiД™gom:

trzeba niejako odwijać

pamiД™Д‡ i od czasu do czasu

wytrząsać wszystko to,

co tam znajduje siД™

na skЕ‚adzie.

Seneka

Wszelkie wspomnienie

jest teraЕєniejszoЕ›ciД….

Novalis

JesteЕ›my jedni dla drugich

pielgrzymami, ktГіrzy rГіЕјnymi

drogami zdД…ЕјajД… w trudzie na

wspГіlne spotkanie.

Antoine de Saint-Exupery

 

Przekroczyć granicę

Nim Herodot wyruszy w dalszД… podrГіЕј, wspinajД…c siД™ po skalistych Е›cieЕјkach, pЕ‚ynД…c statkiem po morzu, jadД…c koniem po bezdroЕјach Azji, nim trafi do nieufnych ScytГіw, odkryje cuda Babilonu i zbada tajemnice Nilu, nim pozna sto innych miejsc i ujrzy tysiД…c niepojД™tych rzeczy, pojawi siД™ na chwilД™ w wykЕ‚adzie o staroЕјytnej Grecji, ktГіry profesor BieЕјuЕ„ska-MaЕ‚owist wygЕ‚asza dwa razy w tygodniu dla studentГіw pierwszego roku historii Uniwersytetu Warszawskiego.

Pojawi siД™ i zaraz zniknie.

Zniknie momentalnie i tak zupeЕ‚nie, Ејe teraz, kiedy po latach przeglД…dam zapiski z tych zajД™Д‡, nie znajdujД™ w nich jego nazwiska. Jest Ajschylos i Perykles, Safona i Sokrates, Heraklit i Platon, natomiast Herodota nie ma. A przecieЕј te notatki robiliЕ›my starannie, byЕ‚y naszym jedynym ЕєrГіdЕ‚em wiedzy: ledwie piД™Д‡ lat wczeЕ›niej skoЕ„czyЕ‚a siД™ wojna, miasto leЕјaЕ‚o w gruzach, biblioteki pochЕ‚onД…Е‚ ogieЕ„, wiД™c nie mieliЕ›my podrД™cznikГіw, brakowaЕ‚o nam ksiД…Ејek.

Pani profesor ma spokojny, cichy, jednostajny glos. Jej ciemne, uważne oczy patrzą na nas przez grube szkła z wyraźnym zaciekawieniem. Siedząc za wysoką katedrą, ma przed sobą setkę młodych ludzi, z których większość nie miała pojęcia, że Solon był wielki, nie wiedziała, skąd bierze się rozpacz Antygony, ani nie umiałaby wytłumaczyć, w jaki sposób pod Salaminą Temistokles wciągnął Persów w pułapkę.

Prawdę mówiąc, nawet nie wiedzieliśmy dobrze, gdzie leży Grecja i że kraj o tej nazwie miał tak niebywałą, wyjątkową przeszłość, że warto było uczyć się o niej na uniwersytecie. Byliśmy dziećmi wojny, w latach wojny gimnazja były zamknięte i choć w dużych miastach spotykało się czasem tajne komplety, tu, na tej sali, siedzieli najczęściej dziewczęta i chłopcy z dalekich wiosek i małych miasteczek, nieoczytani, niedouczeni. Był rok 1951, na studia przyjmowano bez egzaminów wstępnych, bo głównie liczyło się to, kto z jakiego pochodził domu – dzieci robotników i chłopów miały najwięcej szans na indeks.

 

Ławki były długie, na kilka osób. Siedzieliśmy ściśnięci, brakowało miejsc. Moim sąsiadem z lewej był Z. – pochmurne, milczące chłopisko ze wsi pod Radomskiem, w której, jak opowiadał, trzymają w domach jako lekarstwo kawałek zasuszonej kiełbasy i dają possać niemowlęciu, kiedy zachoruje. – Myślisz, że to pomaga? – spytałem bez wiary. – Pewnie, że tak – odpowiedział z przekonaniem i znowu zapadł w milczenie. Z mojej prawej strony siedział chudy, o wątłej, dziobatej twarzy W. Pojękiwał, kiedy zmieniała się pogoda, bo jak mi kiedyś wyznał, darło go w kolanie, a darło od kuli, jaką dostał w leśnej walce. Ale kto z kim tam walczył, kto go postrzelił, tego nie chciał powiedzieć. Wśród nas było też kilkoro z lepszych rodzin. Ci nosili się czysto, mieli lepsze ubrania, a dziewczyny czółenka na wysokim obcasie. Jednakże były to rzucające się w oczy wyjątki, rzadkie okazy – przeważała uboga, siermiężna prowincja: pomięte płaszcze z demobilu, połatane swetry, perkalowe sukienki.

 

*

 

Pani profesor pokazywała nam także fotografie antycznych rzeźb i wymalowane na brązowych wazach postacie Greków -ich piękne, posągowe ciała, szlachetne, pociągłe twarze o łagodnych rysach. Należeli do jakiegoś nieznanego, mitycznego świata. Był to świat ze słońca i srebra, ciepły i jasny, zamieszkany przez smukłych herosów i tańczące nimfy. Nie wiadomo było, jak się do niego ustosunkować. Patrząc na te zdjęcia Z. milczał ponuro, W., skrzywiony, masował obolałe kolano. Inni patrzyli z uwagą, ale obojętnie, nie mogąc sobie wyobrazić tamtej odległej, nierealnej rzeczywistości. Nie trzeba było czekać, aż pojawią się ludzie, którzy będą wieścić zderzenie cywilizacji. Do tego zderzenia dochodziło już dawno, dwa razy w tygodniu, na tej sali, na której dowiedziałem się, że żył kiedyś Grek o nazwisku Herodot.

 

Nic jeszcze nie wiedziałem o jego życiu i o tym, że pozostawił nam słynną książkę. Zresztą tej książki, noszącej tytuł Dzieje, i tak nie moglibyśmy wówczas przeczytać, bo w tamtym momencie jej polskie tłumaczenie było zamknięte w szafie. Otóż Dzieje prze-tłumaczył w połowie lat czterdziestych XX wieku profesor Seweryn Hammer i swój maszynopis złożył w wydawnictwie Czytelnik. Nie udało mi się ustalić szczegółów, bo cała dokumentacja zaginęła, ale tekst przekładu jesienią 1951 roku wydawnictwo przesłało do drukami do składu. Gdyby nic nie stało na prze-szkodzie, książka powinna ukazać się w roku 1952 i trafić do na-szych studenckich rąk, kiedy uczyliśmy się jeszcze dziejów starożytnych. Tak się jednak nie stało, bo druk książki został nagle wstrzymany. Dziś już nie sposób ustalić, kto wydał odpowiednią decyzję. Cenzor? Przypuszczam, że on, ale dokładnie nie wiem. Dość, że książkę wydrukowano dopiero trzy lata później – w końcu 1954 roku, a ukazała się w księgarniach w roku 1955.

Można się domyślać, dlaczego powstała tak długa przerwa między wysłaniem maszynopisu do drukarni a pojawieniem się Dziejów w księgarniach. Mianowicie przerwa ta przypada na okres poprzedzający śmierć Stalina i czas, jaki po niej bezpośrednio nastąpił. Maszynopis Herodota znalazł się w drukarni, kiedy zachodnie radiostacje zaczęły mówić o poważnej chorobie Stalina. Ludzie nie znali szczegółów, ale bali się nowej fali terroru i woleli przyczaić się, nie narażać, nie dawać pretekstu, przeczekać. Atmosfera była nerwowa. Cenzorzy zdwoili czujność.

Ale Herodot? Jego książka napisana dwa i pół tysiąca lat temu? A jednak – tak. Tak, bo panowała wówczas, rządziła całym naszym myśleniem, całym sposobem patrzenia i czytania obsesja aluzji. Każde słowo się z czymś kojarzyło, każde miało podwójny sens drugie dno, ukrytą wymowę, w każdym było coś sekretnie zakodowane i przebiegle utajone. Nic nie było takie jak w rzeczywistości, dosłowne i jednoznaczne, bo z każdej rzeczy, gestu i słowa wyzierał jakiś aluzyjny znak, spoglądało porozumiewawczo mrugające oko. Człowiek piszący miał trudność z dotarciem do człowieka czytającego nie tylko dlatego, że po drodze cenzura mogła tekst skonfiskować, ale również z tego powodu, że kiedy tekst wreszcie dotarł do odbiorcy, ten czytał coś zupełnie innego, niż było najwyraźniej napisane, czytał i nieustannie zadawał w myśli pytanie: – Co też ten autor chciał mi naprawdę powiedzieć?


Еще несколько книг в жанре «Современная проза»

Ибица, Колин Баттс Читать →

Морфо Евгения, Антония Байетт Читать →