Размер шрифта:     
Гарнитура:GeorgiaVerdanaArial
Цвет фона:      
Режим чтения: F11  |  Добавить закладку: Ctrl+D
Следующая страница: Ctrl+→  |  Предыдущая страница: Ctrl+←
Показать все книги автора/авторов: Tokarczuk Olga
 

«E. E.», Olga Tokarczuk

Иллюстрация к книге

Nieuzasadnione jest odrГіЕјnianie

świata duchowego od materialnego…

NaprawdД™ istniejД… tylko osoby.

Berkeley

Tani

 

ERNA ELTZNER

Erna Eltzner wyЕ‚oniЕ‚a sie z mgЕ‚y nieokreЕ›lenia, jaka zwykle towarzyszy egzystencji Е›rednich cГіrek w wielodzietnej rodzinie, w kilka dni po swoich piД™tnastych urodzinach, kiedy zemdlaЕ‚a przy obiedzie.

Zawołano natychmiast doktora Löwe, który stwierdził niedotlenienie mózgu, ogólną słabość organizmu i przewrażliwienie. Położono ją w chłodnej sypialni matki, ponieważ doktor zalecał spokój. Pani Eltzner została przy niej dłużej. Trzymała chłodną małą rękę w swojej ciepłej pulchnej dłoni i próbowała znaleźć w nieruchomej twarzy córki jakąś wskazówkę dla siebie.

W pełnej życia rodzinie Eltznerów omdlenie Erny było wydarzeniem równie sensacyjnym jak niedawna odrą małego Klausa albo przyjęcie oświadczyn przez najstarszą z rodzeństwa, Bertę. Od obiadu drzwi do pokoju, w którym położono Ernę, nie zamykały się. Pięć sióstr Erny, od najmłodszej, Liny, niesionej na rękach przez ojca, aż do Berty, pięknej osiemnastolatki, i dwóch braci – wszyscy zaglądali co chwilę, przynosili termofor, ziółka, koc, lalkę, żeby choć rzucić okiem na nienaturalną szarość jej twarzy, zapadnięte oczy i woskowe dłonie ze zbielałymi paznokciami.

Dom EltznerГіw, przestronne wielopokojowe mieszkanie, do wieczora nasiД…kЕ‚ zapachem wody koloЕ„skiej i amoniaku. ByЕ‚ teraz peЕ‚en ostroЕјnych krokГіw, Е›ciszonych rozmГіw i karcД…cych szeptГіw.

Pani Eltzner przy pomocy Berty rozebrała słabiutką, ale całkowicie już przytomną Ernę i ułożyła ją spać w swoim łóżku; Erna spędzała tę noc po raz pierwszy w życiu sama. W ciemnościach rozświetlonych tylko mgliście przez latarnie z ulicy pokój matki wyglądał, jakby go przysypano pudrem. Szerokie łóżko zapadało się w środku i leżąca w tym zagłębieniu Erna widziała sufit pełen pęknięć i cieni. Leżała bez ruchu, przysłuchując się zegarowi z przedpokoju, który równomiernie kawałkował ciszę na drobne kuleczki. Ernie przypomniały się półki u piekarza, zawsze pełne okrągłych bułeczek, ułożonych rytmicznie jedna koło drugiej. Tej nocy tak wyglądał czas.

Potem Erna odwróciła nieco głowę i z uwagą rozejrzała się po matczynym pokoju. Patrzyła na wielką szafę z ubraniami, obcą, zagrażające potężną, nieodgadnioną bryłę, wielokrotniejącą niewyraźnie w odbiciach trójściennego lustra toaletki. Wydało jej się, że zobaczyła jakiś ruch, cień, który się przesunął przez taflę szkła. Zaniepokojona, próbowała usiąść na łóżku, ale od razu zrobiło jej się niedobrze. Erna zdała sobie sprawę, że słyszy kilka rozmawiających żywo osób, ale głosy były tak dalekie, tak niewyraźne, że nie potrafiła rozpoznać słów. Z początku sądziła, że rozmowa dochodzi z jadalni, ale był przecież późny wieczór. Próbowała wsłuchać się w gwar, lecz im bardziej chciała skupić uwagę, tym bardziej źródło głosów przesuwało się gdzieś w bok i rozmazywało w szum i bełkot. Po kilku próbach uchwycenia pojedynczych słów, które jakby przypominały słowa jej znane, ale jednocześnie nimi nie były, Erna z ulgą pomyślała, że jeszcze się nie obudziła z omdlenia albo może usnęła znowu, zdała sobie bowiem sprawę, iż chór głosów nie pochodził z jadalni ani z żadnego innego miejsca mieszkania, ale był w niej samej. Głosy płynęły z jakichś rozległych przestrzeni, które otworzyły się w niej właśnie wtedy, kiedy jedząc zupę rybną, zobaczyła po drugiej stronie stołu przyglądającego się jej intensywnie mężczyznę.

Jeszcze teraz, leżąc w matczynym łóżku, Erna potrafiłaby go opisać, może nie każdy szczegół postaci, ale rzeczy najważniejsze: bardzo jasne oczy i inność, której nie da się dokładnie określić. Jakby wycięto z jakiejś książki ilustrację i wstawiono do drugiej. Nie ta kolorystyka, nie te same rozmiary, coś obcego, choć ledwie uchwytnego. Nikt nie zwracał uwagi na stojącego w widocznym miejscu człowieka, a Greta przeszła przez niego z półmiskiem pełnym szparagów. Erna zrozumiała, że widzi ducha.

Dlaczego widok czЕ‚owieka, przez ktГіrego przebija wzГіr tapety na Е›cianie, wydaЕ‚ jej siД™ taki przeraЕјajД…cy? Oto podnosi oczy znad talerza, ktГіry ma brzeg zdobiony w gaЕ‚Д…zki kwitnД…cej jabЕ‚oni, i widzi mЕ‚odszego brata, Maxa, a zaraz za nim jest to. Patrzy na niД… wzrokiem, w ktГіrym jest wiele myЕ›li naraz, wiele sЕ‚Гіw i obrazГіw. To wЕ‚aЕ›nie zobaczyЕ‚a Erna.

Erna nie powinna się była przestraszyć ducha. Często wieczorami bywała świadkiem przestawiania w salonie okrągłego stolika do kart i tajemniczego zamykania przed dziećmi drzwi, kiedy przychodził niesamowity pan Frommer i opowiadał o poruszających się przedmiotach, otwierających się z trzaskiem drzwiach, wędrujących po domach głosach. Erna widywała też pochyloną ku ciotce swoją matkę i słyszała jej przejęty szept: “Był u mnie znowu tatuś…” Duchy więc niewątpliwie istniały, tak samo jak istnieje Ameryka, wielka miłość czy zbrodnia, ale były gdzieś daleko, poza obszarem codziennego doświadczenia. Ich istnienie mieściło się w jakiejś innej przestrzeni i nie należało spodziewać się ich na obiedzie.

Teraz ta niepisana umowa została złamana i Erna od razu zrozumiała, że lekko rozmyta, nie przystająca do niczego, obca postać, która brała przez chwilę udział w rodzinnym obiedzie, to był duch. Leżąc w bezpiecznym, wygrzanym termoforem łóżku, Erna doszła do wniosku, że zachorowała na jakąś chorobę, która umożliwia widzenie duchów. Nie, że widzenie duchów jest chorobą. Widywał je przecież pan Frommer i jej matka (choć pan Frommer wydawał jej się pod tym względem bardziej godny zaufania). Pisano o tym w powieściach, które razem z bliźniaczkami wykradały z biblioteczki mamy i czytywały ukradkiem, gdy dorośli byli zajęci sobą. Tatuś starał się pilnować, kiedy był w domu, żeby dziewczęta nie zajmowały się “bzdurami”, i Erna wiedziała, że nade wszystko bał się wybuchów nerwowości żony, tych spazmów, migren i rozdrażnienia, kiedy wszyscy musieli zachowywać się cicho, a doktor Löwe nie opuszczał jej pokoju. Czy to też była choroba? Czy to z jej powodu matka Erny mówiła potem siostrze: “Znowu był u mnie tatuś…”?

To mogła być ta sama choroba. Erna snuła te domysły i wydało się jej, że łóżko stanęło nad brzegiem przepaści, która powstała właśnie dzisiaj i która zmieniła cały świat. “Jutro” było słowem, które niosło ulgę. Zasypiając zobaczyła twarz ojca, który pocałował ją w czoło i cichutko wyszedł. Potem, już tam, po drugiej stronie, w jej śnie, zaczęło wyrastać wielkie drzewo, pełne zdarzeń, słów, obietnic. Rosło i rosło, aż sięgnęło nieba i rozbłysło jakąś oczywistą prawdą, której jednak Erna nie potrafiła nazwać. Ale odkryła, że przecież to ona jest tym drzewem wyrosłym z ciepła termofora i rośnie teraz, przez sufit i mieszkania na górze, aż do dachu i jeszcze, jeszcze wyżej.

 

Rano Erna opowiedziaЕ‚a wszystko matce, jedzД…c w Е‚ГіЕјku z apetytem jajko na miД™kko. KД…tem oka Е›ledziЕ‚a wyraz twarzy pani Eltzner. SpodziewaЕ‚a siД™ jakiejЕ› gwaЕ‚townej reakcji, ale matka milczaЕ‚a. Dopiero zaplatajД…c Ernie mysie warkoczyki z jej rzadkich wЕ‚osГіw, zapytaЕ‚a gЕ‚osem z pozoru obojД™tnym, w ktГіrym jednak cГіrka wyczuЕ‚a nieopanowanД… ciekawoЕ›Д‡:

– Czy go znasz?

– Kogo? – zapytała Erna niewinnie.

– Tego pana przy obiedzie…

– Nie wiem – odpowiedziała Erna, ale na tym rozmowa się nie skończyła.

Pani Eltzner, balansując między rozpierającym ją podnieceniem i ciekawością a koniecznością zachowania wobec dziecka spokoju, znalazła jeszcze kilka koniecznych do wykonania czynności, żeby móc w końcu spytać:

– Jak wyglądała ta… ta postać? Pamiętasz ją, opowiesz mamie?


Еще несколько книг в жанре «Современная проза»

Штрихи к портрету, Игорь Губерман Читать →