Размер шрифта:     
Гарнитура:GeorgiaVerdanaArial
Цвет фона:      
Режим чтения: F11  |  Добавить закладку: Ctrl+D
Следующая страница: Ctrl+→  |  Предыдущая страница: Ctrl+←
Показать все книги автора/авторов: BuЕ‚hakow MichaiЕ‚
 

«Mistrz i MaЕ‚gorzata», MichaiЕ‚ BuЕ‚hakow

CZД?ЕљД† PIERWSZA

…Więc kimże w końcu jesteś?

— Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro.

J. W. Goethe “Faust”

1.В Nigdy nie rozmawiaj z nieznajomymi

Kiedy zachodziЕ‚o wЕ‚aЕ›nie gorД…ce wiosenne sЕ‚oЕ„ce, na Patriarszych Prudach zjawiЕ‚o siД™ dwu obywateli. Pierwszy z nich, mniej wiД™cej czterdziestoletni, ubrany w szary letni garnitur, byЕ‚ niziutki, ciemnowЕ‚osy, zaЕјywny, Е‚ysawy, swГіj zupeЕ‚nie przyzwoity kapelusz zgniГіtЕ‚ wpГіЕ‚ i niГіsЕ‚ w rД™ku; jego starannie wygolonД… twarz zdobiЕ‚y nadnaturalnie duЕјe okulary w czarnej rogowej oprawie. Drugi, rudawy, barczysty, kudЕ‚aty mЕ‚ody czЕ‚owiek w zsuniД™tej na ciemiД™ kraciastej cyklistГіwce i kraciastej koszuli, szedЕ‚ w wymiД™tych biaЕ‚ych spodniach i czarnych pЕ‚Гіciennych pantoflach.

Ten pierwszy byЕ‚ to MichaЕ‚ Aleksandrowicz Berlioz we wЕ‚asnej osobie, redaktor miesiД™cznika literackiego i prezes zarzД…du jednego z najwiД™kszych stowarzyszeЕ„ literackich Moskwy, w skrГіcie Massolitu, towarzyszyЕ‚ mu zaЕ› poeta Iwan NikoЕ‚ajewicz Ponyriow, drukujД…cy siД™ pod pseudonimem Bezdomny.

Kiedy pisarze znaleźli się w cieniu lip, które zaczynały się już zazieleniać, natychmiast ostro ruszyli ku jaskrawo pomalowanej budce z napisem “Piwo i napoje chłodzące”.

Tu musimy odnotować pierwszą osobliwość tego straszliwego majowego wieczoru. Nie tylko nikogo nie było koło budki, ale i w równoległej do Małej Bronnej alei nie widać było żywego ducha. Choć wydawało się, że nie ma już czym oddychać, choć słońce rozprażywszy Moskwę zapadało w gorącym suchym pyle gdzieś za Sadowoje Kolco — nikt nie przyszedł pod lipy, nikogo nie było na ławkach, aleja była pusta.

— Butelkę mineralnej — poprosił Berlioz.

— Mineralnej nie ma — odpowiedziała kobieta z budki i z niejasnych powodów obraziła się.

— A piwo jest? — ochrypłym głosem zasięgnął informacji Bezdomny.

— Piwo przywiozą wieczorem — odpowiedziała kobieta.

— A co jest? — zapytał Berlioz.

— Napój morelowy, ale ciepły — powiedziała.

— Może być. Niech będzie!

Morelowy napГіj wyprodukowaЕ‚ obfitД… ЕјГіЕ‚tД… pianД™ i w powietrzu zapachniaЕ‚o wodД… fryzjerskД…. Literaci wypili, natychmiast dostali czkawki, zapЕ‚acili i zasiedli na Е‚awce zwrГіceni twarzami do stawu, a plecami do Bronnej.

Wtedy wydarzyła się następna osobliwość, tym razem dotycząca tylko Berlioza. Prezes nagle przestał czkać, serce mu zadygotało i na moment gdzieś się zapadło, potem wróciło na miejsce, ale tkwiła w nim tępa igła. Zarazem ogarnął Berlioza strach nieuzasadniony, ale tak okropny, że zapragnął uciec z Patriarszych Prudów, gdzie go oczy poniosą.

Żałośnie rozejrzał się dookoła, nie mógł zrozumieć, co go tak przeraziło. Pobladł, otarł czoło chusteczką i pomyślał: “Co się ze mną dzieje? Nigdy jeszcze to mi się nie zdarzyło. Serce nawala. Jestem przemęczony… chyba czas najwyższy, żeby rzucić wszystko w diabły i pojechać do Kisłowodska…”

I wtedy skwarne powietrze zgęstniało przed Berliozem i wysnuł się z owego powietrza przezroczysty, nad wyraz przedziwny obywatel. Malutka główka, dżokejka, kusa kraciasta marynareczka utkana z powietrza… Miał ze dwa metry wzrostu, ale w ramionach wąski był i chudy niepomiernie, a fizys, proszę zauważyć, miał szydercza.

Życie Berlioza tak się układało, że nie był przyzwyczajony do nadprzyrodzonych zjawisk. Pobladł więc jeszcze bardziej, wytrzeszczył oczy i pomyślał w popłochu: “Nic takiego istnieć nie może…”

Ale coś takiego, niestety, istniało. Wydłużony obywatel, przez którego wszystko było widać, wisiał w powietrzu przed Berliozem chwiejąc się w lewo i w prawo.

Berlioza opanowaЕ‚o takie przeraЕјenie, Ејe aЕј zamknД…Е‚ oczy. A kiedy je otworzyЕ‚, zobaczyЕ‚, Ејe juЕј po wszystkim, widziadЕ‚o rozpЕ‚ynД™Е‚o siД™, kraciasty zniknД…Е‚, a jednoczeЕ›nie tД™pa igЕ‚a wyskoczyЕ‚a z serca.

— Uff, do diabła! — zakrzyknął redaktor. — Wiesz, Iwan, od tego gorąca przed chwilą o mało co nie dostałem udaru! Miałem nawet coś w rodzaju halucynacji. — Spróbował się roześmiać, ale w jego oczach jeszcze ciągle migotało przerażenie, a race mu się trzęsły. Jednak uspokoił się z wolna, otarł twarz chusteczką, dość dziarsko oświadczył: “No więc tak…” i poprowadził dalej wykład przerwany piciem napoju morelowego.

Wykład ów, jak się potem dowiedziano, dotyczył Jezusa Chrystusa. Chodziło o to, że do kolejnego numeru pisma redaktor zamówił antyreligijny poemat. Iwan Bezdomny poemat ów stworzył, i to nadzwyczaj szybko, ale, niestety, utwór jego ani trochę nie usatysfakcjonował redaktora. Główną osobę poematu, to znaczy Jezusa, Bezdomny odmalował wprawdzie w nad wyraz czarnej tonacji, niemniej jednak cały poemat należało zdaniem redaktora napisać od nowa. I właśnie teraz redaktor wygłaszał wobec poety coś w rodzaju odczytu o Jezusie w tym jedynie celu, aby unaocznić twórcy jego podstawowy błąd.

Trudno powiedzieć, co właściwie zgubiło Iwana — jego niezwykle plastyczny talent czy też całkowita nieznajomość zagadnienia, ale cóż tu ukrywać, Jezus wyszedł mu żywy, Jezus ongiś istniejący rzeczywiście, choć, co prawda, obdarzony wszelakimi najgorszymi cechami charakteru.


Еще несколько книг в жанре «Советская классическая проза»

День писателя, Фазиль Искандер Читать →