Размер шрифта:     
Гарнитура:GeorgiaVerdanaArial
Цвет фона:      
Режим чтения: F11  |  Добавить закладку: Ctrl+D
Следующая страница: Ctrl+→  |  Предыдущая страница: Ctrl+←
Показать все книги автора/авторов: Chmielewska Joanna
 

«Wielki Diament. Tom II», Joanna Chmielewska

Иллюстрация к книге

Wszystko zaczД™Е‚o siД™ akurat w chwili, kiedy moja siostra zakochaЕ‚a siД™ idiotycznie w homeopacie-fanatyku, w dodatku sama jД… z tym fanatykiem poznaЕ‚am, nie przewidziawszy skutkГіw, szlag ciД™Ејki by to trafiЕ‚. Diabli wiedzД… zresztД…, moЕјe on byЕ‚ po prostu przyrodnikiem. Z powoЕ‚ania. Ratunku.

Znacznie później dopiero okazało się, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, chociaż za to dobre też bym głowy nie dała…

Byłyśmy bliźniaczkami jednojajowymi i podobno własna matka nie mogła nas rozróżnić. Dopóki żyła, a nie trwało to długo. Przy wstrząsającym podobieństwie zewnętrznym, całą resztę miałyśmy już w kratkę, rozbiegały nam się trochę upodobania, charaktery, zdolności i predyspozycje. Nienawidziłyśmy się śmiertelnie przez całe lata, co nie przeszkadzało nam w dostrzeganiu płynących z podobieństwa korzyści.

Nienawiść wylęgła się w momencie, kiedy w wieku lat czterech razem spojrzałyśmy w lustro. Oczywiście ubierane byłyśmy jednakowo, co nie miało żadnego sensu, bo przy identyczności wyglądu należało nas zróżnicować bodaj strojem, ale widocznie nacisk tradycji był silniejszy niż zdrowy rozsądek. Spojrzałyśmy i dokonałyśmy odkrycia.

– To ja! – powiedziała Krystyna z naciskiem, pełnym oburzenia. – Dlaczego wyglądasz tak jak ja?

– A to ja! – odparłam, pokazując którąś z nas palcem. – To ty wyglądasz jak ja! Nie chcę!

– Nie chcę! – zawtórowała mi energicznie.

– Przestań wyglądać!

– To ty przestań! Ja jestem jedna! A ty druga!

– Ty jesteś druga, a ja jedna! Zrób się inna!

– Sama się zrób!

Od słowa do słowa, oderwano nas od siebie, zanim zdążyłyśmy pozbawić się wzajemnie włosów na głowach. Ona ugryzła mnie w ucho, a ja jej podrapałam nos. Dławiąc się urazą, rzucałyśmy na siebie wściekłe i dzikie spojrzenia i nie chciałyśmy ze sobą rozmawiać aż do chwili pójścia do szkoły. Nawet tragiczna śmierć i pogrzeb rodziców nie miały wpływu na naszą nienawiść.

SzkoЕ‚a nas w pewnym sensie pogodziЕ‚a. Ja byЕ‚am od stГіp do gЕ‚Гіw humanistkД…, a ona miaЕ‚a talent matematyczny oraz namiД™tnoЕ›Д‡ do fizyki i chemii. OdrabiaЕ‚a za mnie zadania z matematyki i odpowiadaЕ‚a na fizyce, ja zaЕ› pisaЕ‚am jej wypracowania z polskiego i referaty z historii. Nikt nigdy w szkole nie wiedziaЕ‚, ktГіra z nas jest ktГіra, poniewaЕј przytomnie na odpowiednich lekcjach zamieniaЕ‚yЕ›my siД™ miejscami i jedyne rozumne sЕ‚owa na ten temat padЕ‚y z ust wychowawczyni.

– Możecie robić, co chcecie – rzekła do nas. – Uczyć się wyłącznie tych przedmiotów, które się wam podobają i odpowiadać za siebie wzajemnie. Ale przypominam wam, że na maturze egzamin będziecie zdawały pojedynczo, to po pierwsze, a po drugie, żywię nadzieję, że obie macie dość rozumu, żeby tych nieprzyjemnych rzeczy nauczyć się bodaj minimalnie. Przed wami życie i nie wiadomo, jakie komplikacje mogą się wam przytrafić. Weźcie to pod uwagę i róbcie, jak uważacie. Obie jesteście inteligentne.

Odwołanie się do naszego rozumu spodobało się nam jednakowo, aczkolwiek w odniesieniu do inteligencji każda z nas zapragnęła odróżnić się od tej drugiej choćby tępotą. Pragnienie było nikłe i w rezultacie ja znałam tabliczkę mnożenia, a ona pamiętała datę bitwy pod Grunwaldem i umiała pisać ortograficznie.

Jedyny wspólny nam talent to były zdolności językowe, podobno odziedziczone po mieszanych przodkach. Tu wyjątkowo nie stosowałyśmy żadnej wymiany, przeciwnie, raczej rywalizację, nasza rodzina miała nieco oleju w głowie i widząc zapał, stworzyła nam możliwości. Dzięki temu jednakowo znałyśmy francuski, angielski i niemiecki i dopiero dalej nas rozdzieliło. Ja się uparłam przy włoskim, a ona przy hiszpańskim, potem ona uczepiła się szwedzkiego, a ja greki. Poliglotki, można powiedzieć.

Z biegiem lat nasza wzajemna nienawiЕ›Д‡ nieco przyschЕ‚a i w chwili zdawania matury byЕ‚yЕ›my juЕј zaprzyjaЕєnione, przy czym w wykorzystywaniu podobieЕ„stwa miaЕ‚yЕ›my wprawД™ olbrzymiД…. Pierwotnej bezproduktywnej uciesze daЕ‚yЕ›my spokГіj, przedkЕ‚adajД…c nad niД… korzyЕ›ci praktyczne.

Od Е›mierci rodzicГіw, ktГіra nastД…piЕ‚a tuЕј przed ukoЕ„czeniem przez nas piД…tego roku Ејycia, wychowywali nas dziadkowie oraz liczni wujowie i ciotki. Warunki miaЕ‚yЕ›my znakomite, wielka willa w ogrodzie na skraju miasta, wielkopЕ‚ytowy UrsynГіw nas nie siД™gnД…Е‚ i Ејaden wysokoЕ›ciowiec nie zaglД…daЕ‚ nam w zД™by, a za to miaЕ‚yЕ›my Е›wieЕјe powietrze i wodД™ z wЕ‚asnego ujД™cia. W dziesiД™ciu pokojach willi doskonale mieЕ›ciЕ‚y siД™ trzy rodziny, babka z dziadkiem, wuj z ciotkД… i jednym dzieckiem, Jureczkiem, mЕ‚odszym od nas o szeЕ›Д‡ lat, my obie i Andzia z wnuczkД…. Andzia dobiegaЕ‚a osiemdziesiД…tki, czego nikt by po niej nie poznaЕ‚, trzymaЕ‚a siД™ fenomenalnie i byЕ‚a tak zwanД… starД… sЕ‚ugД… rodziny z czasГіw jeszcze przedwojennych. OpiekowaЕ‚a siД™ naszД… babkД… w jej okupacyjnym dzieciЕ„stwie, wnuczkД™ zaЕ› sprowadziЕ‚a z zaprzyjaЕєnionej wsi, jako swojД… nastД™pczyniД™.

– Nie zostanie panna Ludwika bez nijakiej pomocy – rzekła kiedyś stanowczo. – Ja przysięgę składałam. Kazia po mnie nastanie, ona tyż ma nieślubne, niech odchowa, a żyć z jakim, jakby co, może na wiarę. Niech sobie ma dochodzącego.

InteresowaЕ‚o nas nawet przez jakiЕ› czas, czy Kazia ma dochodzД…cego, ale staЕ‚o siД™ to nieistotne, to znaczy owszem, bardzo waЕјne, bo dochodzД…cy Kazi okazaЕ‚ siД™ tak zwanД… zЕ‚otД… rД…czkД… i zaЕ‚atwiaЕ‚ nam wszystkie naprawy, od czyszczenia rynny poczynajД…c, a na telewizji kablowej i przenoЕ›nych telefonach koЕ„czД…c. Przy telefonach zresztД… pilnowaЕ‚a go Krystyna, doskonale zorientowana w temacie, patrzyЕ‚a mu na rД™ce i robiЕ‚a uwagi, podobno z sensem. DochodzД…cy Kazi oceniaЕ‚ jД… wysoko. Dochodzenie do Kazi w obliczu tych wszystkich usЕ‚ug nie miaЕ‚o Ејadnego znaczenia.


Еще несколько книг в жанре «Детектив (не относящийся в прочие категории)»

Олеся, Александр Бондарь Читать →

Иван Крюков, Александр Бондарь Читать →

Осень, Александр Бондарь Читать →