Размер шрифта:     
Гарнитура:GeorgiaVerdanaArial
Цвет фона:      
Режим чтения: F11  |  Добавить закладку: Ctrl+D
Следующая страница: Ctrl+→  |  Предыдущая страница: Ctrl+←
Показать все книги автора/авторов: Chmielewska Joanna
 

«Mnie ZabiД‡», Joanna Chmielewska

Иллюстрация к книге

O wszystkim, co dziaЕ‚o siД™ niejako poza mnД…, dowiedziaЕ‚am siД™ rzecz jasna, dopiero pГіЕєniej.

 

Niejaki Philip Feuillet, Holender pochodzenia belgijskiego, młodzieniec dwudziestoletni, skończywszy pracę, wracał do domu na rowerze. Dokładniej mówiąc, zamierzał wracać na rowerze, tak jak przyjechał, i na przestrzeni mniej więcej kilometra swój zamiar realizował. Później pękł mu łańcuch.

Bardzo źle Philip pomyślał o swoim młodszym bracie, który podstępnie zabrał normalny, przyzwoity rower i zostawił mu tego starego strupla, dawno nadającego się tylko do kasacji. Wściekły był na głupiego gówniarza już rano, kiedy wyjeżdżał do pracy, ale miał nadzieję, że jakoś dociągnie, a rower był najprostszym rodzajem komunikacji pomiędzy jego miejscem pracy i miejscem zamieszkania. Na skróty wychodziło wszystkiego raptem czternaście kilometrów…

W niedzielne wczesne popołudnie ruch w okolicy panował zerowy, a nawet gdyby coś jechało, to przecież osobowy samochód nie zabierze go razem z tym złomem, nieporęcznym i nieskładalnym. Wyrzucić rupiecia Philip jeszcze nie chciał w obawie przed dalszymi zakusami brata, a także przez oszczędność. Zły jak diabli ruszył piechotą, prowadząc to świństwo.

ZostaЕ‚o mu jeszcze szeЕ›Д‡ kilometrГіw, kiedy zdecydowaЕ‚ siД™ odpoczД…Д‡. ZszedЕ‚ z szosy miД™dzy zaroЕ›la, przysiadЕ‚ za krzakiem i wypiЕ‚ jedno z piw, wiezionych do domu. W polu widzenia i nawet doЕ›Д‡ blisko staЕ‚a siedziba starej Bernardyny, ktГіra niedawno umarЕ‚a, ale z tej siedziby Ејadnej korzyЕ›ci siД™ nie spodziewaЕ‚, bo Bernardyna nigdy w Ејyciu roweru nie miaЕ‚a. PoniewieraЕ‚ siД™ moЕјe u niej Е‚aЕ„cuch od krowy, nikt jednakЕјe jak dotД…d, na Е‚aЕ„cuchu od krowy rowerem nie jechaЕ‚.

Gapił się bezmyślnie w tamtym kierunku, nic się nie działo, samochody przejeżdżały rzadko, aż nagle jeden skręcił z szosy i podjechał wprost do podupadłej nieco rudery, Philip zdziwił się dopiero po chwili, bo przesadnie błyskotliwego umysłu nie posiadał, co też za interes może mieć piękny, ciemnozielony mercedes do pustego domu ubogiej staruszki. W dodatku nieżywej.

WidocznoЕ›Д‡ ograniczaЕ‚y mu trochД™ rozroЕ›niД™te krzewy, ale widziaЕ‚, jak z mercedesa wysiadЕ‚ jakiЕ› facet. RozejrzaЕ‚ siД™, obszedЕ‚ dom dookoЕ‚a i znГіw wsiadЕ‚ do samochodu. Wszystko zastygЕ‚o w bezruchu, ciemnozielony mercedes zlewaЕ‚ siД™ z nieco jaЕ›niejszym, ale rГіwnieЕј zielonym tЕ‚em, i gdyby Philip nie dostrzegЕ‚ jego przybycia, nie zauwaЕјyЕ‚by nawet, Ејe cokolwiek tam stoi.

Uczucie zniecierpliwienia było mu obce. Porozważał chwilę, co zrobić, ruszyć w drogę do domu czy wypić jeszcze jedno piwo. Zdecydował się na piwo.

Był w połowie puszki, kiedy facet z mercedesa znów wysiadł. Nic nie robił, stał wśród krzaków i jakby na coś czekał. Doczekał się, nadjechał szary peugeot, skręcił identycznie i podjechał kawałek dalej, tak że skrył się za domem. Facet szybko ruszył w tamtym kierunku, Philip wiedział, że z tej niewidocznej dla niego strony znajduje się wejście do domu nieboszczki Bernardyny, wysnuł nawet wniosek, że być może, chcą wejść do środka, facet z mercedesa i ten ktoś z peugeota, ale w chwilę później ujrzał wracające do mercedesa dwie osoby. Owegoż faceta i babę. Razem szli, dotarli na tyły samochodu, jakby do bagażnika. Coś robili. Tyłu mercedesa Philip nie widział wcale, zasłaniał go gąszcz zarośli. Baba musiała tam zostać, bo facet sam poszedł ponownie za dom, po dłuższej chwili wrócił, wsiadł do mercedesa i odjechał.

Trzeciej puszki piwa Philip już nie pił. Wykończył drugą, cały czas zastanawiając się, gdzie podziała się baba, nie siedzi tam przecież za krzakami ani nie odeszła piechotą. Uznał, że chyba odjechali razem, zapewne później wrócą po jej samochód, ale wrażenie, iż została pod krzakiem, było tak silne, że ruszywszy się wreszcie z miejsca, poszedł sprawdzić.

JednakЕјe pod Ејadnym krzakiem baby nie byЕ‚o. Philip zajrzaЕ‚ za budynek, w pierwszej chwili nie dostrzegЕ‚ peugeota, ale wypatrzyЕ‚ go w szopie przy domku. KiedyЕ› to byЕ‚a drewutnia, teraz pusta ruina. No, nie pusta, aktualnie wypeЕ‚niona szarym peugeotem.

WzruszyЕ‚ ramionami, bo go to kompletnie nic nie obchodziЕ‚o, nawet na numer tego samochodu nie zwrГіciЕ‚ uwagi, poczuЕ‚ siД™ okropnie gЕ‚odny, wrГіciЕ‚ do swojego roweru i ruszyЕ‚ do domu.

Tym sposobem, nie majД…c o niczym zielonego pojД™cia, staЕ‚ siД™ Е›wiadkiem poczД…tku potД™Ејnej afery, co niestety, na zЕ‚e mu wyszЕ‚o.

 

*  *  *

 

Co dziaЕ‚o siД™ ze mnД…, wiedziaЕ‚am doskonale na bieЕјД…co.

W niewłaściwej chwili znalazłam się w niewłaściwym miejscu… A może właśnie odwrotnie? Może chwila i miejsce były jak najbardziej właściwe? W każdym razie rezultaty tego znalezienia się przeszły wszelkie oczekiwania i wypadły raczej dość efektownie.

Z Francji, przez Belgię, wjechałam do Holandii. Zamierzałam się gdzieś tam zatrzymać na noc, bo w planach miałam podróż do Kopenhagi, do Alicji, bardzo okrężną droga lądową przez Szlezwig i Holsztyn, dalej przez Jutlandię, Fionię i najdłuższy most w Europie. Zważywszy kwitnącą we mnie coraz bujniej skłonność do błądzenia gdzie tylko się da, mogło to potrwać.

Postanowiłam zatem zanocować w pierwszym mieście, jakie mi się napatoczy, mniej więcej w połowie drogi. Padło na Zwolle.

Zaczynało zmierzchać. Deszcz padał. Mgły snuły się już w czasie białego dnia. W deszczu, mgle i ciemnościach najeździłam się dosyć, za nic w świecie nie chciałam więcej. Zjechałam do centrum i rozpoczęłam poszukiwanie hotelu.


Еще несколько книг в жанре «Иронический детектив»

Фея Карабина, Даниэль Пеннак Читать →

Плоды страсти, Даниэль Пеннак Читать →