Размер шрифта:     
Гарнитура:GeorgiaVerdanaArial
Цвет фона:      
Режим чтения: F11  |  Добавить закладку: Ctrl+D
Следующая страница: Ctrl+→  |  Предыдущая страница: Ctrl+←
Показать все книги автора/авторов: Brzechwa Jan
 

«Tryumf Pana Kleksa», Jan Brzechwa

Иллюстрация к книге

PTASIA HISTORIA

AkademiД™ pana Kleksa ukoЕ„czyЕ‚o w tym roku trzech AleksandrГіw, dwГіch Anastazych, czterech AlbinГіw, dwГіch AgenorГіw, trzech Aleksych, jeden Apolinary i ja. Razem byЕ‚o nas siedemnastu.

Wręczając nam dyplomy, pan Kleks na każdym z nich kładł swój podpis, ozdobiony wszelkimi możliwymi zakrętasami i zawijasami, jakie tylko zdołała wymyślić kaligrafia na przestrzeni wieków.

Po wspГіlnym uroczystym obiedzie odЕ›piewaliЕ›my chГіrem hymn Akademii, po czym pan Kleks, stojД… swoim zwyczajem na jednej nodze, wygЕ‚osiЕ‚ do nas poЕјegnalne przemГіwienie. WryЕ‚o siД™ ono w mojД… pamiД™Д‡ na caЕ‚e Ејycie.

– Moi drodzy – powiedział pan Kleks – po latach ogromnych wysiłków napełniłem wasze puste głowy mądrością, o której w innych uczelniach nikomu nawet się nie śni. Wiecie, że wynalazłem własną metodę wlewania oleju do głowy. Dzięki temu wam, którzy przybyliście do mojej Akademii jako kapuściane głowy, zdołałem zaszczepić wiele rzadkich umiejętności i z nieuków uczyniłem młodych uczonych. Wzmocniłem też waszą pamięć przy pomocy soku malinowego i nalewki na piegach. Mam więc nadzieję, że potraficie przekazać zdobytą wiedzę następnym pokoleniom i rozsławić moją Akademię na cały świat. Każdy z was pójdzie odtąd własną drogą, a ja… Ja muszę udać się do krainy, która na mojej mapie figuruje jako Alamakota. O ile pamiętacie, utknęli tam przed laty bajdoccy żeglarze. Obowiązek nakazuje mi ich odszukać. Żegnam was, moi drodzy! Pa-ram-pam-pam! Pa-ram-pam-pam!

Po tych słowach pan Kleks wydął policzki i na połach surduta uniósł się w powietrze, jak to czynił zwykle, gdy zamierzał wyruszyć w podróż. Przez chwilę krążył jeszcze ponad naszymi głowami, po czym wymknął się przez okno, wzbił w górę i odpłynął w kierunku południowo-wschodnim. Jego rozwiana broda pozostawiała za sobą jasną smugę, a okulary posyłały nam pożegnalne migotliwe „zajączki”. Długo jeszcze widzieliśmy w oddali ulatującą postać ukochanego profesora, która z minuty na minutę stawała się coraz mniejsza, aż w końcu znikła nam z oczu.

Pożegnałem kolegów, spakowałem zeszyty, galowe lampasy do spodni oraz kilka drobnych sekretów, które wygrałem od pana Kleksa w „trzy wiewiórki”, i radośnie pomknąłem do domu na ulicę Korsarza Palemona.

Mieszkanie rodzicГіw zastaЕ‚em jednak zamkniД™te.

Stary dozorca Weronik dostał na mój widok długotrwałej czkawki. Niegdyś nazywał się po prostu Franciszek, ale kilka lat temu przyjął imię po swojej zmarłej żonie Weronice. Tak bardzo ją kochał, iż pragnął w ten sposób utrwalić jej pamięć wśród lokatorów.

CzekaЕ‚em jakiЕ› czas, aЕј minie mu atak czkawki, w koЕ„cu zniecierpliwiony uderzyЕ‚em go kilkakrotnie w plecy toboЕ‚kiem z ksiД…Ејkami. Weronik parsknД…Е‚, wykonaЕ‚ parД™ przysiadГіw i oЕ›wiadczyЕ‚ tajemniczo:

– Pan Niezgódka, czyli pański ojciec, na wiosnę tego roku zmienił się w szpaka i wyfrunął z domu. Nawet nie zatrzepotał na pożegnanie. Wyfrunął i tyleśmy go widzieli. A pani starsza włożyła kapelusz z kwiatkami, wzięła pod pachę elektroluks i poszła do lasu robić porządki. Wszystko to stało się z powodu paczki, którą przyniósł listonosz. Bo jak tylko listonosz wsiadł na rower i odjechał, pan Niezgódka zaraz wyfrunął.

WiedziaЕ‚em, Ејe Weronik jest dziwak i Ејe po Е›mierci Ејony zdziwaczaЕ‚ jeszcze bardziej, toteЕј nie wdawaЕ‚em siД™ z nim w dalsze rozmowy, lecz wziД…Е‚em klucz i wszedЕ‚em do mieszkania. ZastaЕ‚em w nim straszliwy nieЕ‚ad. WszД™dzie peЕ‚no byЕ‚o damskich kapeluszy, wstД…Ејek i sztucznych kwiatГіw. W kuchni piД™trzyЕ‚y siД™ nie zmyte naczynia, a w jadalni z Ејyrandola zwisaЕ‚y wianki suszonych grzybГіw, przewaЕјnie muchomorГіw. Pod nogami chrzД™Е›ciЕ‚y rozsypane ziarna, uЕјywane do karmienia kanarkГіw. W gabinecie ojca na biurku, na szafach, na etaЕјerkach poustawiane byЕ‚y rozmaite wypchane ptaki. Ptasie piГіra walaЕ‚y siД™ po podЕ‚odze, a kolorowy puch unosiЕ‚ siД™ w powietrzu.

Zauważyłem już w dzieciństwie, że ojciec miał w twarzy coś ptasiego. Teraz mogłem stwierdzić, że głowy wypachanych ptaków dziwnie przypominają mi twarz ojca. Kiedy zaś wziąłem się do sprzątania i całą tą ptasią kolekcję wyniosłem na balkon, zielona papuga, którą nieostrożnie przydepnąłem, wydała skrzeczący dźwięk, do złudzenia przypominający głos mego kochanego ojca.

Uwijałem się do późnego wieczora, żeby mieszkanie jako tako doprowadzić do porządku. Następnie wszystkie pokoje pozamykałem na klucz, zachowując dla siebie jedynie gabinet. Przemeblowałem go, wyniosłem zbędne sprzęty, a także wszystkie książki, jako że ojciec zbierał wyłącznie oprawy, usuwając z nich przy pomocy brzytwy zadrukowane stronice. Za to wszystkie tytuły wyciśnięte na grzbietach umiał na pamięć. Treść książek wymyślał i pisał sobie sam, według własnego upodobania, a po skończonej pracy stosy zapisanych kartek wrzucał do pieca. Kiedy zaś później zachodziła potrzeba, pisał książkę na nowo, za każdym razem inaczej.

Na szafie postawiłem wypchanego sokoła i włożyłem mu na dziób okulary, żeby mi przypominał mego ukochanego ojca. Nakręciłem też wszystkie zegary i każdy nastawiłem na inną godzinę. Po prostu nie chciałem przeszkadzać sobie w pracy obserwowaniem czasu. Wreszcie na drzwiach przytwierdziłem tabliczkę, na której widniał napis:

 

ADAM NIEZGГ“DKA

Absolwent Akademii AmbroЕјego Kleksa

Doktor Filologii ZwierzД™cej

Tak, tak, moi drodzy! Był to pracowity dzień, pełen przeżyć i niespodzianek.

Gdy jeden z zegarów wskazywał północ i wypachana kukułka, naśladując głos mego ojca, zakukała dwanaście razy, położyłem się spać. Ojciec w latach mego dzieciństwa zawsze wieczorem otulał mnie kołdrą i kukał na dobranoc. Tej nocy śnił mi się Weronik fruwający na uskrzydlonym elektroluksie, ale do snu tego nie przywiązywałem większej wagi.


Еще несколько книг в жанре «Детская проза»

Двойняшки, Жаклин Уилсон Читать →

Вики-ангел, Жаклин Уилсон Читать →

Новый старт, Жаклин Уилсон Читать →