Размер шрифта:     
Гарнитура:GeorgiaVerdanaArial
Цвет фона:      
Режим чтения: F11  |  Добавить закладку: Ctrl+D
Следующая страница: Ctrl+→  |  Предыдущая страница: Ctrl+←
Показать все книги автора/авторов: Brzechwa Jan
 

«PodrГіЕјe Pana Kleksa», Jan Brzechwa

Иллюстрация к книге

BAJDOCJA

Działo się to w czasach, kiedy atrament był jeszcze zupełnie, ale to zupełnie biały, natomiast kreda była czarna. Tak, tak, moi drodzy, kreda była jeszcze wtedy kompletnie czarna. Łatwo sobie wyobrazić, ile z tego powodu wynikało kłopotów i nieporozumień. Pisało się białym atramentem na białym papierze i czarną kredą na czarnej tablicy. Tak, tak, moi drodzy, sami chyba rozumiecie, że napisane w ten sposób litery były całkiem, ale to całkiem niewidoczne. Gdy uczeń pisał wypracowanie, nauczyciel nigdy nie wiedział, czy kartki są zapisane, czy też nie zapisane. Uczniowie wypisywali przeróżne głupstwa na papierze lub na tablicy, ale nikt nie mógł tego sprawdzić ani nawet zauważyć. Listy pisane w ten sposób były zupełnie nieczytelne, toteż mało kto pisywał je w tych czasach. Urzędnicy w biurach zapełniali pismem ogromne księgi, ale na próżno ktokolwiek usiłowałby odnaleźć w nich ślady liter lub cyfr. Po prostu były niewidoczne. I gdyby nie to, że istnieje w biurach z dawna zakorzeniony zwyczaj prowadzenia ksiąg, na pewno zaniechano by tej żmudnej i niepotrzebnej pracy.

Ludzie podpisywali siД™ na rozmaitych papierach i dokumentach, chociaЕј doskonale wiedzieli, Ејe nikt, nie wyЕ‚Д…czajД…c ich samych, podpisГіw tych nigdy nie odczyta i najwymyЕ›lniejsze nawet zakrД™tasy pГіjdД… na marne. Ale poniewaЕј od niepamiД™tnych czasГіw podpisywanie siД™ sprawiaЕ‚o ludziom ogromnД… przyjemnoЕ›Д‡, nie zwaЕјali wiД™c na to, Ејe biaЕ‚y atrament jest niewidoczny na biaЕ‚ym papierze. Tak, tak, moi drodzy, ci, co siД™ podpisywali, nie przejmowali siД™ zupeЕ‚nie tym przykrym stanem rzeczy. I nie wiadomo, jak dЕ‚ugo trwaЕ‚by on jeszcze, gdyby nie pan AmbroЕјy Kleks.

SЕ‚awny ten mД™drzec, dziwak i podrГіЕјnik, uczeЕ„ wielkiego doktora Paj-Chi-Wo, zaЕ‚oЕјyciel sЕ‚ynnej Akademii, wylД…dowaЕ‚ pewnego dnia caЕ‚kiem przypadkowo w jednym z portГіw PГіЕ‚wyspu BajkaЕ„skiego.

Po dЕ‚ugich wД™drГіwkach dotarЕ‚ pan Kleks do Bajdocji, rozlegЕ‚ego i bogatego kraju, leЕјД…cego na zachodnim wybrzeЕјu pГіЕ‚wyspu. ЕЃagodny charakter i goЕ›cinnoЕ›Д‡ BajdotГіw, ich zamiЕ‚owanie do bajek, dzielnoЕ›Д‡ mД™Ејczyzn i uroda bajdockich dziewczД…t zachД™ciЕ‚y pana Kleksa do bliЕјszego zapoznania siД™ z jД™zykiem, Ејyciem i obyczajami tego ludu.

ZamieszkaЕ‚ wiД™c w stolicy paЕ„stwa, Klechdawie, poЕ‚oЕјonej u podnГіЕјa gГіry zwanej Bajkaczem. WiД™kszoЕ›Д‡ mieszkaЕ„cГіw Klechdawy zajmowaЕ‚a siД™ hodowlД… kwiatГіw, toteЕј miasto tonД™Е‚o w zieleni i wyglД…daЕ‚o jak czarodziejski ogrГіd. Parki, cieplarnie i klomby usiane byЕ‚y kwiatami nieznanych i niespotykanych odmian.

Powietrze w Klechdawie, przesycone aromatem róż, lewkonii, jaśminów i rezedy, odurzało mieszkańców i tym zapewne tłumaczyć można ich nie-zwykłe zamiłowanie do układania bajek. W alejach i parkach bajkopisarze odziani w barwne stroje i uwieńczeni kwiatami opowiadali bajki tak niezwykłe, że nikt ze słuchaczy nie umiałby żadnej z nich powtórzyć.

Bajdoci mówili językiem bardzo podobnym do innych języków, z tą tylko różnicą, że nie znali i nie używali samogłoski „u”. Tak, tak, moi drodzy, litera „u” nie była im zupełnie znana. Dlatego też „mur” po bajdocku posiadał brzmienie „mr”, „ucho” po bajdocku było „cho”, „mucha” – „mcha”, „kura” – „kra” itd. Pan Kleks bardzo szybko podchwycił tę szczególną cechę języka Bajdotów i już po kilku dniach władał nim doskonale.

Klechdawianie mieszkali w maЕ‚ych, jednopiД™trowych domkach, obroЕ›niД™tych dookoЕ‚a zieleniД… i kwiatami. Ich barwy i zapachy zwabiaЕ‚y niezliczone iloЕ›ci motyli, ktГіre czyniЕ‚y otaczajД…cy Е›wiat jeszcze barwniejszym.

Ељpiewy ptakГіw rozbrzmiewaЕ‚y tam od wczesnego Е›witu do pГіЕєnego zmierzchu przez caЕ‚y niemal rok, bowiem jesieЕ„ i zima w Bajdocji trwaЕ‚y bardzo krГіtko. Zaledwie jeden miesiД…c, piД™Д‡ dni i dwie godziny.

Raz na dwadzieścia lat odbywał się zjazd wszystkich bajkopisarzy bajdockich, którzy wybierali spośród siebie Wielkiego Bajarza. Był nim jak się łatwo domyślić autor najpiękniejszej bajki. Przybyli na zjazd rozbijali namioty w Dolinie Tulipanów, które pachną najsubtelniej i odurzają mniej niż inne kwiaty. Wstępowali oni kolejno na wieżę wzniesioną w sercu doliny i wygłaszali po jednej ze swych bajek. Musieli mówić bardzo donośnie, tak aby wszyscy zebrani mogli ich słyszeć, toteż przez cały czas, dla wzmocnienia strun głosowych, odżywiali się tylko miodem i sokiem morwowym. Wszyscy słuchali współzawodników z niesłabnącą uwagą, gdyż dla Bajdotów nie istniało nic piękniejszego i ciekawszego niż bajki.

Tak, tak, moi drodzy, bajki były dla nich czymś najważniejszym. Ponieważ Bajdocja miała bardzo, bardzo wielu bajkopisarzy, więc wygłaszanie bajek trwało od rana do wieczora przez dwa, a czasem nawet przez trzy miesiące. Ale zjazd taki odbywał się raz na dwadzieścia lat, słuchacze byli więc niezwykle cierpliwi, nikt nie zakłócał spokoju, a nawet rzadko kto kichnął, chyba że już w żaden sposób nie mógł się od tego powstrzymać.

KaЕјdy z obecnych dostawaЕ‚ malutkД… gaЕ‚kД™ z koЕ›ci sЕ‚oniowej, ktГіrД… wrД™czaЕ‚ autorowi najpiД™kniejszej, jego zdaniem, bajki. Kto zebraЕ‚ najwiД™cej gaЕ‚ek z koЕ›ci sЕ‚oniowej, zostaЕ‚ Wielkim Bajarzem. WrД™czano mu ogromne zЕ‚ote piГіro, bД™dД…ce oznakД… najwyЕјszej wЕ‚adzy w Bajdocji, i wprowadzano go uroczyЕ›cie przy dЕєwiД™kach muzyki do marmurowego paЕ‚acu, wznoszД…cego siД™ na szczycie Bajkacza. Tam Wielki Bajarz zasiadaЕ‚ na misternie rzeЕєbionym fotelu z wonnego sandaЕ‚owego drzewa i od tej chwili stawaЕ‚ siД™ gЕ‚owД… paЕ„stwa bajdockiego na przeciД…g dwudziestu lat i sprawowaЕ‚ rzД…dy przy pomocy siedmiu innych znakomitych bajkopisarzy, zwanych BajdaЕ‚ami, czyli doradcami.

Cały naród czcił Wielkiego Bajarza i okazywał mu bezwzględne posłuszeństwo. Najznakomitsi ogrodnicy przysyłali mu rzadkie odmiany kwiatów i najwonniejszy miód ze swoich pasiek. Na pałacowych trawnikach młode tancerki bajdockie, naśladując motyle, odgrywały barwne pantomimy; najlepsi muzycy, ukryci w cieniu drzew, na swoich instrumentach o jednej srebrnej strunie, zwanych bajdolinami, naśladowali szum wiatru, szmer strumienia, trzepot ptaków, szelest liści i brzęczenie pszczół. Każdy starał się, w miarę swych sił, uprzyjemnić, upiększyć i ubarwić życie Wielkiego Bajarza, aby pobudzić jego natchnienie.

Ale bajki, to najwiД™ksze bogactwo ludu bajdockiego, ginД™Е‚y nie utrwalone, nie przekazane nie tylko innym narodom, ale nawet potomnym we wЕ‚asnym kraju. Nikt bowiem nie mГіgЕ‚ ogarnД…Д‡ pamiД™ciД… wciД…Еј nowych bajek, a nie znano sposobu utrwalania ich na papierze, gdyЕј atrament byЕ‚ biaЕ‚y.

Tak, tak, moi drodzy, w tych czasach przecieЕј nie znano jeszcze czarnego atramentu.


Еще несколько книг в жанре «Детская проза»