Размер шрифта:     
Гарнитура:GeorgiaVerdanaArial
Цвет фона:      
Режим чтения: F11  |  Добавить закладку: Ctrl+D
Следующая страница: Ctrl+→  |  Предыдущая страница: Ctrl+←
Показать все книги автора/авторов: Piekara Jacek
 

«Czarne PЕ‚aszcze TaЕ„czД…», Jacek Piekara

Иллюстрация к книге

A wybrani maja u swego boku AnioЕ‚a jako Opiekuna i StrГіЕјa, by prowadziЕ‚ ich do Ејycia.

Ељw Bazyli

 

Z wielkiego wiklinowego kosza wysypali przed nami na podłogę odcięte głowy. Policzyłem dokładnie. Osiem. A więc tyle, ile być powinno.

– No to wilkołaki mamy z głowy – stwierdził siedzący obok mnie Thaddeus Wagner i spojrzał kątem oka, czy doceniłem celny, uroczy żarcik.

TrД…ciЕ‚ szpicem buta jeden z Е‚bГіw, ten odtoczyЕ‚ siД™ i stuknД…Е‚ w nastД™pny. SplД…taЕ‚y siД™ skoЕ‚tunionymi, zakrwawionymi brodami.

– Dobra robota – Wagner pochwalił ludzi, którzy przynieśli kosz, i dał im znak, że mogą odejść.

– Patrz no, jaka ślicznotka – powiedział już do mnie, wskazując głowę młodej kobiety o długich jasnych włosach, teraz utaplanych w brudnej czerwieni. – Że też nie miała nic innego do roboty…

– Ludzie są szaleni – westchnąłem. – Im dłużej żyję, im więcej widzę, tym mocniej jestem o tym przekonany.

Siedmiu mężczyzn i dziewczyna, której uroda spodobała się Wagnerowi, należeli do bandy wilkołaków terroryzujących okolicę. Przebierali się w zwierzęce skóry i napadali podróżnych lub wieśniaków, w walce posługując się zębami oraz pazurami. Ponieważ zwykle mieli przewagę co najmniej jak cztery do jednego, a za ofiary wybierali najczęściej starców, kobiety lub dzieci, więc udało im się zabić kilkanaście osób, zanim nie zostali pochwyceni, powieszeni, a potem ścięci. Ich bezgłowe truchła kazaliśmy ułożyć na rynku, by stanowiły ostrzeżenie dla innych osobników złaknionych przygód. Głowy zostaną zaś nabite na włócznie i ozdobią miejskie rogatki. Również ku przestrodze.

W zasadzie to nie my, inkwizytorzy, powinniśmy zajmować się tymi przebierańcami, ale miejscowa ludność była tak przerażona (wmówili sobie, że wilkołaki są odporne na jakąkolwiek broń stworzoną rękami człowieka, i chodzili uzbrojeni w butelki z wodą święconą), iż musieliśmy sami zabrać się do roboty. W ten oto sposób miasteczko Kobritz zostało wybawione od wilkołaczej plagi, a ja i Wagner mogliśmy spokojnie wrócić do siedziby Inkwizytorium w Ravensburgu, gdzie oprócz nas przebywało jeszcze na stałe dwóch innych inkwizytorów, mających pod opieką cały okręg.

– No to wystawiamy rachunek burmistrzowi i do domu – zadecydował Wagner. Jego z gruba ciosana, kwadratowa twarz rozjaśniła się w uśmiechu.

– Amen – mruknąłem.

Wyśledzenie bandy zajęło nam blisko dwa tygodnie. A wierzcie mi, mili moi, że nie była to praca godna inkwizytorskich zdolności oraz poświęcenia czasu przez funkcjonariuszy Świętego Officjum. Jedyną korzyścią z całego zamieszania było to, iż burmistrz będzie musiał obficie zaczerpnąć z miejskiej kasy, by wynagrodzić nasz trud. Tak uzgodnił z nim Heinrich Pommel, przełożony i starszy ravensburskiego Inkwizytorium. Człowiek, który nawet własnej matce wystawiłby rachunek za to, że go urodziła. Skłamałbym jednak, mówiąc, że nie ceniliśmy go za te zdolności. Inkwizytorskie pensje nie należały do najwyższych, a dzięki inicjatywie oraz aktywności Pommla od czasu do czasu w sakiewce waszego uniżonego sługi pojawiały się dodatkowe monety. Oczywiście sam Pommel wychodził na tym najlepiej, ale nie zamierzaliśmy się z nim sprzeczać. Po pierwsze, inkwizytorzy są przywiązani do hierarchii służbowej (według idealnych zasad powinno to działać w obie strony), a po drugie, stara kupiecka zasada mówiła, że lepiej mieć dziesięć procent od stu dukatów niż zero procent od tysiąca. I w związku z tym biedny Mordimer był zachwycony, że czasem może sobie pozwolić na coś więcej niż tylko sucha bułka zapita kubeczkiem wody.

Przy całej swej przedsiębiorczości, zaradności i cynizmie Heinrich Pommel był niemal idealnym przełożonym. Dlaczego? Ano dlatego, że cieszył się z sukcesów podwładnych, szczerze życząc, byśmy zdobyli największy zaszczyt, jaki może spotkać inkwizytora, czyli otrzymali licencję Jego Ekscelencji biskupa Hez-hezronu lub licencję Stolicy Apostolskiej. On sam dawno temu mógł już opuścić Ravensburg i pracować w Hez-hezronie pod okiem samego biskupa, lecz wolał prowincjonalny spokój od wiecznej gorączki i wiecznego bałaganu panujących w wielkiej metropolii. Rozumiałem go i jednocześnie żałowałem, że wygody życia codziennego przygasiły w nim żar, który powinien płonąć w sercu każdego inkwizytora. Przecież miejsce czarnych płaszczy, jak nas czasem nazywano, było tam, gdzie panuje najwięcej zła i nieprawości. A takimi miejscami były właśnie Stolica Apostolska, Hez-hezron czy Engelstatd, stolica naszego potężnego Cesarstwa. To tam kwitły herezje, tam kacerze obmyślali swe obmierzłe plany, tam w sekretnych pracowniach czarnoksiężnicy wzywali demony, a uczeni studiowali tajniki mrocznej magii.

– Może na koniec wyprawimy jakąś kolację? – spytał Wagner. – Dużo wińska, dużo żarła, dziwki, muzykanci… Co ty na to, Mordimerze?

– Jeśli rada miejska zapłaci… – Oderwałem się od pobożnych myśli.

– Zapłaci, zapłaci. – Uśmiechnął się. – Przecież nie wiedzą, czy za miesiąc lub rok nie będą znowu potrzebować naszej pomocy. A wtedy nie chcieliby chyba, aby zapamiętano, że wyjechaliśmy z Kobritz zgłodniali i spragnieni.

– Święta racja, Thaddeusie – przytaknąłem.

 

*  *  *

 

Mieszczanie byli nam szczerze wdziД™czni za rozprawienie siД™ z bandД… wilkoЕ‚akГіw, wiД™c wydali kolacjД™ moЕјe nie wystawnД…, ale co najmniej przyzwoitД…. Przy dЕ‚ugich stoЕ‚ach, ustawionych w ksztaЕ‚cie podkowy i nakrytych Е›nieЕјnobiaЕ‚ymi obrusami, zasiedli ojcowie miasta, miejscowy proboszcz, aptekarz, kilku bogatszych kupcГіw. NiektГіrzy przyszli z Ејonami, inni z cГіrkami,

zauważyłem też cztery młode i całkiem ładne kobiety, które nijak na żony lub córki nie wyglądały. Trudno też było nie dostrzec, że żony mieszczan spoglądały w ich stronę wzrokiem co najmniej niechętnym. Widać nie były przyzwyczajone do obecności dziwek przy biesiadnym stole.

– Widziałeś? – Mrugnąłem w stronę Wagnera.

– Cztery – mlasnął. – Dostrzegłem w postępowaniu tych zacnych ludzi chwalebną przezorność. Wystarczą nam cztery, Mordimerze? – Spojrzał na mnie z żartobliwym zaniepokojeniem.

– Jeśli weźmiesz jedną, postaram się nie nadwerężyć sił trzech pozostałych – odparłem.

Burmistrz wstaЕ‚ z krzesЕ‚a i zastukaЕ‚ noЕјem w dzbanek. Rozmowy powoli ucichЕ‚y.

– Najdrożsi mistrzowie Inkwizytorium – zaczął, kłaniając się nam, a jego pucułowata twarz rozpromieniła się szczerym uśmiechem – dziękuję Panu Bogu Wszechmogącemu, że zesłał właśnie was biednemu miastu Kobritz, którego mieszkańcy cierpieli straszliwe katusze z rąk bandy złoczyńców podających się za wilkołaki…


Еще несколько книг в жанре «Фэнтези»

Изгнанник, Роберт Сальваторе Читать →

Сокровище халфлинга, Роберт Сальваторе Читать →