Размер шрифта:     
Гарнитура:GeorgiaVerdanaArial
Цвет фона:      
Режим чтения: F11  |  Добавить закладку: Ctrl+D
Следующая страница: Ctrl+→  |  Предыдущая страница: Ctrl+←
Показать все книги автора/авторов: Dukaj Jacek
 

«Xavras WyЕјrn», Jacek Dukaj

Иллюстрация к книге

Zanim Noc

1.

Po mieście poszła plotka, że chłopcy ze Związku Walki Zbrojnej znowu szykują jakąś akcję. Plotka była tak głośna, że Trudny przyjął za pewnik, iż jest to rozmyślnie rozpuszczona fałszywka. Być może przekombinował, a może Szkopy okazały się po prostu zbyt durne, by dostrzec oczywistą podpuchę – w każdym razie, zanim ciężarówka dojechała na Piękną, jej pasażerowie byli zmuszeni poddać się trzem ulicznym kontrolom oraz wspomóc Wehrmacht dobrowolnymi datkami, które w sumie wystarczyłyby na zakup dwóch skrzynek czystej. Trudny oklął gniewnie Józka Szczupaka.

– Szef się nie rzuca – jęczał potem Szczupak. – Skąd ja mogłem wiedzieć? Te Niemce same nie mają pojęcia, co za godzinę strzeli do łba komendantowi!

– Ja ci to odbiję z pensji – zapowiedział Trudny, otwierając drzwiczki.

– Szef nie będzie świnia – błagał Józek, zgasiwszy silnik. – To nie moja wina, jak Boga kocham! Brylantowy Leutnant zarzekał się, że nie ma niczego w planie na tydzień.

– Że ty i ten twój Major wierzycie gównojadowi, to wasz problem – rzucił Trudny i zeskoczył z szoferki w śnieg.

Cisza uderzyła go jak obuchem. Cała okolica milczała ciężko – nawet czarnych skrzeków wron w zasięgu słuchu, nawet echa, skromnego co prawda, miejskiego ruchu ulicznego; ni jednego dźwięku. Bezludzie. Wciągnął głęboko do płuc zimne powietrze. Cisza była i w jego smaku. Wbił mocniej dłonie w przepastne kieszenie grubego płaszcza, kopnął śnieg, poruszył szerokimi barkami.

JГіzek tymczasem obszedЕ‚ maskД™ ciД™ЕјarГіwki. SpojrzaЕ‚ na Trudnego spode Е‚ba i zaklД…Е‚ gЕ‚oЕ›no. To przekleЕ„stwo byЕ‚o jak ponowne stworzenie Е›wiata.

– Który to? – spytał, szukając papierosów po kieszeniach kurtki.

Jan Herman Trudny przesunД…Е‚ wierzchem miД™sistej dЕ‚oni po wД…sach, po czym wskazaЕ‚ przed siebie:

–  Ten.

Ten. Kiedy oglądał go z wnętrza mercedesa Janosa, wydawał się mniejszy – dopiero teraz Trudny pojął, jak wielki dom kupił. Wciśnięty w szereg zaprojektowanych w podobnej manierze budynków, trzykondygnacyjny mieszkalny prostopadłościan, bocznymi ścianami sczepiony z sąsiednimi bliźniaczymi murowańcami; o dwóch rzędach okien, nie licząc małych, ciemnych wyślepni strychu; o wstrzelonych w sam środek szarej facjaty dużych, drewnianych drzwiach, do których prowadzą trzy półkoliste schodki, a nad którymi zwiesza się żelazny koszyk na żarówkę o rozbitych wszystkich ośmiu szybkach; ze spadzistym dachem przewieszającym się niżej poziomu strychu; z licznymi ponurymi naciekami, pęknięciami i krzywym ściegiem dziur po kulach na owej szarej elewacji. Cichy, cichy, martwy. Dom.

– No więc? – mruknął Szczupak, zapaliwszy wreszcie papierosa.

Trudny leniwie rozejrzał się po ulicy w obie strony (pustka, pustka), popatrzył na rząd bezlistnych drzew rosnących przy jezdni, przyjrzał zastygłym w dystyngowanym bezruchu dziesiątkom podobnych budynków ciągnących się wzdłuż Pięknej na całej jej długości… i zaśmiał się głośno, w tej ciszy wręcz nieprzyzwoicie.

–  Zdaje się, że zrobiłem dobry interes. – Pan zawsze robi dobre interesy.

– Nie pyskuj.

Podeszli do drzwi domu Trudnego. JГіzek postukaЕ‚ kЕ‚ykciami lewej dЕ‚oni w grube drewno.

– Z zeszłego wieku.

– Akurat się znasz – Trudny wyjął klucze, wybrał jeden, wsunął w zamek, przekręcił. Szczęknęło raz i drugi, nacisnął ciężką klamkę i pchnął: drzwi otworzyły się, lekko skrzypiąc.

– No, dalej.

– Przenieść szefa przez próg? – skrzywił się Józek, dziwnie rozbawiony.

–  Żebym ja cię na kopach nie przeniósł. Weszli.

Ciemno. OczywiЕ›cie, Ејe ciemno: brak prД…du, okna zasЕ‚oniД™te. Kurz. OczywiЕ›cie, Ејe kurz: od paru miesiД™cy nie postaЕ‚a tu ludzka noga. Cisza. OczywiЕ›cie, Ејe cisza.

– Trzeba było zabraćlatarkę.

– Masz w wozie?

–  Mam.

– No to co tak stoisz?

Szczupak wyszedЕ‚, a Trudny nie zamknД…Е‚ za nim drzwi. W Е›wietle zimowego sЕ‚oЕ„ca obejrzaЕ‚ hol. W gЕ‚Д™bi, w prostokД…tnym rozdД™ciu, majaczyЕ‚y szerokie spiralne schody prowadzД…ce na piД™tro; bliЕјej, po obu stronach, znajdowaЕ‚y siД™ zamkniД™te drzwi wewnД™trzne. Ељciany przedpokoju zostaЕ‚y brutalnie poobdzierane z boazerii, ktГіrej szczД…tki walaЕ‚y siД™ jeszcze tu i Гіwdzie. RozejrzaЕ‚ siД™ za instalacjД…: kontakt gdzieЕ› ukryty, przewody poprowadzone prowizorycznie w zbiegach Е›cian i podЕ‚ogi, teЕј czД™Е›ciowo pozrywane; hak na lampД™ co prawda ostaЕ‚ siД™ w suficie, lecz samej lampy brak. KopnД…Е‚ w zabЕ‚ocony parkiet. Twardo. Trzyma. MoЕјe nie trzeba bД™dzie kЕ‚aЕ›Д‡ od nowa. Tu wszystko murowane.


Еще несколько книг в жанре «Научная Фантастика»

Сады Шахерезады, Наталья Иртенина Читать →