Размер шрифта:     
Гарнитура:GeorgiaVerdanaArial
Цвет фона:      
Режим чтения: F11  |  Добавить закладку: Ctrl+D
Следующая страница: Ctrl+→  |  Предыдущая страница: Ctrl+←
Показать все книги автора/авторов: Terakowska Dorota
 

«Ono», Dorota Terakowska

Иллюстрация к книге

Ta powieЕ›Д‡ nie powstaЕ‚aby,

gdyby nie pomysЕ‚ na scenariusz mojej cГіrki,

MaЕ‚gosi Szumowskiej.

Pożyczyłam go za jej zgodą – dziękuję.

Jaki pomyЕ›l?

Ono sЕ‚yszy.

KaЕјda z nas rozumie to zarГіwno podobnie

– tak jak podobne są do siebie matki i córki,

jak i odmiennie

– tak jak odmienne bywają matki i córki

 

GrudzieЕ„ 2000. Wigilia

– Nie patrz teraz. Ona upycha gwiazdkowe prezenty pod choinką. Podróba Barbie dla ciebie i rajstopy dla mnie. Wierzy, że to niespodzianka – szepcze Ewa do siostry.

Przytulone do siebie, stojД… w oknie, przysЕ‚oniД™tym firankД….

 

Firanka:

 

ma piД™tnaЕ›cie lat i przetarte dziury, zeszyte na okrД™tkД™; jest brudnobeЕјowa, w banalny, brД…zowy wzorek. Wisi nierГіwno na rdzewiejД…cej aluminiowej szynie, gdyЕј wiД™kszoЕ›Д‡ Ејabek utraciЕ‚a sprД™ЕјystoЕ›Д‡, a nikt nie wymieniЕ‚ ich na nowe. Firanka pachnie chЕ‚odem i kurzem.

– Gdyby nie ty, wciąż wierzyłabym w świętego Mikołaja. I w aniołka – mówi Złotko i trudno dociec, czy w jej głosie brzmi żal, czy też triumf z tej zbyt łatwo zdobytej wiedzy.

– Gdy byłam tak mała jak ty, to tato przebierał się dla mnie za Mikołaja – chwali się Ewa tonem niepewnej wyższości.

– i jak wyglądał? – zaciekawia się Złotko.

– Jak tata przebrany za Mikołaja.

Milcząc, patrzą na pustą ulicę i migoczące w oknach wszędzie takie same, ruskie światełka sztucznych choinek. W tym roku modne są szafirowe; już w listopadzie można je było kupić na każdym bazarze.

„Zęby chociaż choinka była prawdziwa”, myśli Ewa.

 

Choinka:

 

sztuczna. Kiedyś nazywana „ekologiczną”. Jej zieleń dawno spłowiała i przypomina spaloną słońcem trawę. Cały rok leży na strychu, złożona w pudle, w dwóch kalekich, nie pasujących do siebie częściach; trzecia się złamała. Teraz stoi w rogu pokoju. Powinna wyglądać radośnie, ale wyblakła zieleń i zimny szafir światełek sprawiają upiorne wrażenie. „Obca istota w obcym domu”, myśli Ewa.

– No to kiedy będzie pierwsza gwiazdka? – pyta Złotko niecierpliwie.

– Głupia jesteś. Dawno już była. Nigdy jej nie widać zza tych brudnych chmur. Mama krzyczy „Pierwsza gwiazdka!” wtedy, gdy barszcz jest gotowy.

Od nieszczelnych okien ciągnie ku nim chłód grudniowej, bezśnieżnej nocy. Firanka dławi je kurzem, a ze szpar koło okna wyłazi brudna wata, którą matka upchała tu w październiku i zapewne wyjmie wiosną. Lub nie wyjmie. Sama wypadnie i odkurzacz będzie ją łapczywie pochłaniać, zapychając się i rzężąc.

– Gdyby śnieg zakrył to wszystko, byłoby ładniej – szepcze Ewa.

– Co wszystko? – pyta Złotko.

– Wszystko. Ciebie i mnie. Mamę i tatę. Ten pokój, nasz dom. Cały świat.

– Dziewczynki! Pierwsza gwiazdka! Wnosimy barszcz! – krzyczy mama za ich plecami.

Niebo jest szare, ponure, bezgwiezdne. Tata, czЕ‚apiД…c w starych pantoflach, schodzi powoli po schodach.

– Wigilia? – pyta niepewnie, ściszonym głosem.

– Będziemy sobie czegoś życzyć?! – woła Złotko niecierpliwie.

– Będziemy sobie życzyć tego samego co w zeszłym roku – mruczy pod nosem Ewa.

Matka bierze opЕ‚atek i odwraca siД™ ku nim. OpЕ‚atek z suchym trzaskiem pД™ka na cztery nierГіwne czД™Е›ci.

– Zdrowia, szczęścia…

– Zdrowia, szczęścia… pieniędzy…

– Wygranej w totka…

Matka zatrzymuje siД™ przy ZЕ‚otku.

– …i żeby chociaż tobie się udało.

– Co? – pyta Złotko.

– Wszystko to, co… – matka pociąga nosem i urywa.

– …to co jej nie wyszło – podpowiada Ewa.

– Co mówisz? – pyta matka.

– Jedzmy, bo wystygnie – mówi Ewa.

Barszcz jest kwaśny i brunatny od długiego gotowania. Mrożone uszka („gotowce” ze sklepu) rozpuściły się w garnku. Ryba przypalona. Byle jak zapakowane prezenty leżą pod sztuczną choinką, nie budząc emocji.

– Apaszka… śliczna – matka próbuje się uśmiechnąć.

– Krawat. Akurat potrzebowałem – mamrocze bez przekonania ojciec.

– Dziękuję, mamo… i tato – dodaje po krótkim namyśle Ewa („Tata na pewno nie wybierał tych rajstop. Gdyby chociaż były z Triumpha…”)

– O, jaka śliczna Barbie – mówi niepewnie Złotko.

– Pokaż – żąda Ewa.

– Murzynka – obwieszcza Złotko.

– Afroamerykanka – poprawia ją siostra.

– Dlaczego? – dziwi się Złotko.


Еще несколько книг в жанре «Современная проза»

Голубая кровь, Семен Малков Читать →

Амстердам, Иэн Макьюэн Читать →