Размер шрифта:     
Гарнитура:GeorgiaVerdanaArial
Цвет фона:      
Режим чтения: F11  |  Добавить закладку: Ctrl+D
Следующая страница: Ctrl+→  |  Предыдущая страница: Ctrl+←
Показать все книги автора/авторов: Terakowska Dorota
 

«CГіrka Czarownic», Dorota Terakowska

Иллюстрация к книге

ROZDZIAЕЃ I

…jak daleko sięgało Dziecko pamięcią – jeszcze zawodną i niewyćwiczoną – zawsze było tylko ono i Stara Kobieta. Nikogo więcej. Czasem, ale zdarzało się to bardzo rzadko, zajrzał do ich domostwa ktoś ze Wsi, by cicho szeptać ze Starą Kobietą jakieś słowa, które wyraźnie nie były dobrymi słowami. Nie mogły to być dobre słowa, skoro niemal zawsze, po każdej takiej rzadkiej i niespodziewanej wizycie, Stara Kobieta w milczeniu pakowała skąpy dobytek do niewielkiego worka, bez pół zdania czy choćby gestu wyciągała dużą, ciepłą rękę – i w chwilę potem Dziecko i Ona przemykały spiesznie bocznymi, mało uczęszczanymi ścieżkami, byle dalej i dalej od Wsi, dalej i dalej od wszelkiego śladu ludzkich siedzib.

– To jest ucieczka – myślało wtedy Dziecko i rozglądało się czujnie dokoła wielkimi, dziwnie starymi oczami. Buzia Dziecka była zawsze brudna; nie dlatego by nie lubiło się myć lub Stara Kobieta nie dbała o nie wystarczająco. Wręcz przeciwnie. Jak daleko sięgała jeszcze krucha pamięć Dziecka – Stara Kobieta zawsze, z niezwykłą wręcz skrupulatnością pilnowała, by niemal wszystkie jego potrzeby były zaspokajane. Ale buzia Dziecka mimo to zawsze była brudna, choć Stara Kobieta budziła się co rano niemal o świcie, jeszcze nim Dziecko zdążyło otworzyć zaspane oczy i mrucząc do siebie, wyciągała z worka małe pudełeczko maści z orzecha i smarowała twarz Dziecka bardzo starannie, zaczynając od wysokiego, białego czoła, a kończąc na aż zbyt zdecydowanie zarysowanej brodzie. Pod smarowidłem znikała bez śladu delikatna, jasna skóra Małej, przemieniając się w ogorzałą, zniszczoną wiatrem i słońcem, co zniekształcało rysy jej twarzy. Ale tego Dziecko już nie wiedziało, bowiem nigdy w żadnym z ich domów nie było lusterka.

…domów? Domów także nie było. Były tylko tymczasowe siedziby. Dziecko zrozumiało to bardzo wcześnie. Kiedyś, rok lub więcej temu, mimo surowych przykazań Starej Kobiety, Dziecko oddaliło się od miejsca, które uważało za swój dom, i nad strumykiem stanęło oko w oko z podobnym sobie wiekiem i wzrostem Dzieckiem, mieszkanką pobliskiej Wsi.

– Co tu robisz? – spytała mała Wieśniaczka.

– Oglądam strumyk – odparło Dziecko, patrząc zaciekawione na swą rówieśniczkę. Była to pierwsza w jej życiu mała dziewczynka z jaką rozmawiała, więc wydawało się jej to wspaniałe.

– A gdzie masz swój dom? – spytała Wieśniaczka.

– O, tam, za tym laskiem – odparło Dziecko ochoczo, ciesząc się, że jest obiektem zainteresowania kogoś więcej niż tylko Stara Kobieta. Dziecko z kolei nie wpadło na pomysł, żeby spytać o dom Wieśniaczki. Nie wydawało się mu to ani ważne, ani potrzebne. Nie wiedziało bowiem, że istnieją domy – prawdziwe, stałe domy jako takie. Przypuszczało, że wszyscy, tak jak ono, przemieszczają się z miejsca na miejsce.

– Kłamiesz! – zawołała nagle obca dziewczynka. – To nie jest twój dom, tylko rozwalająca się, opuszczona chałupa starej Akton, która umarła, gdy ją pobili Najeźdźcy! Ciekawa jestem, co wy tam robicie! I ile was tam jest?

Gdy Dziecko powtórzyło tę rozmowę Starej Kobiecie, ta bez słowa wyjęła worek i zaczęła pakować garstkę posiadanych przez nie rzeczy.

– Idziemy – rzekła po chwili bez żalu, wyciągając do Dziecka dużą, ciepłą dłoń.

I znowu nie uczД™szczanymi, bocznymi Е›cieЕјkami, wymijajД…c Е›rodek Wsi, Stara Kobieta i Dziecko przemykaЕ‚y w stronД™ DuЕјego Lasu, ktГіry czerniaЕ‚ na horyzoncie i o ktГіrym niektГіrzy mieszkaЕ„cy Wsi zgodnym chГіrem powtarzali, Ејe w nim straszy. Dziecko nie wiedziaЕ‚o o tym, ale Ејaden las, nawet najciemniejszy, nie napawaЕ‚ go nigdy lД™kiem. Nawet w czasie najgroЕєniejszej wichury czy burzy, gdy wielkie drzewa, skrzypiД…c groЕєnie, pochylajД… swoje konary i mruczД… coЕ› do siebie w niespokojnej mowie wielkich drzew, a za ich pniami poЕ‚yskujД… w mroku oczy nieznanych, czД™sto drapieЕјnych zwierzД…t. Nawet wtedy Dziecko nie baЕ‚o siД™ Lasu.

Zawsze, po paru kolejnych dniach marszu, po paru nocach przespanych byle gdzie w Lesie, w przypadkowo odkrytych skalnych pieczarach (a niekiedy nawet w dziuplach spróchniałych drzew), Stara Kobieta i Dziecko znajdowały kolejny, tymczasowy dom. Była nim jakaś porzucona przez mieszkańców, gnijąca ze starości chałupa albo stojąca daleko za Wsią stodoła czy stajnia. Stara Kobieta zostawiała Dziecko w nowej siedzibie, zakazując mu oddalać się, a sama ruszała w stronę Wsi, by zdobyć nieco innej żywności niż ta, która na co dzień była ich udziałem. Przynosiła też trochę mleka, chleba, a niekiedy nawet świeżego mięsa. Inną żywnością była ta, którą posilały się w drodze lub w Lasach: dziwne suszone mięso w paskach, czerstwe placki, owoce leśne i źródlana woda.

Drugie w Ејyciu MaЕ‚ej i jak na razie ostatnie spotkanie z innym dzieckiem miaЕ‚o miejsce w pobliЕјu jednej z tych tak czД™sto zmienianych i caЕ‚kiem przypadkowych siedzib. Tym razem byЕ‚a to pasterka, ktГіrej owcom zamarzyЕ‚o siД™ skubanie trawy w tak duЕјym oddaleniu od Wsi, Ејe dziewczynka bezradnie biegЕ‚a za nimi, pГіki nie zatrzymaЕ‚y siД™ w pobliЕјu na poЕ‚y zrujnowanej chaЕ‚upy, gdzie trawa, nie deptana ludzkimi nogami, byЕ‚a Е›wieЕјa, soczysta, wysoka. Dziecko na widok pasterki cicho wysunД™Е‚o siД™ z domu i nieruchomo przykucnД™Е‚o w jej pobliЕјu. Pasterka wiЕ‚a wianek z koniczyny i Е›piewaЕ‚a radosnym, donoЕ›nym gЕ‚osem jakД…Е› prostД… i miЕ‚Д… piosenkД™ o Е‚Д…ce, kwiatach i owcach.

– O la la! – powiedziała na widok Dziecka, przerywając piosenkę. – Nie znam cię jeszcze, choć zdawało mi się, że znam tu wszystkich. Jak masz na imię, boja Izel…

Dziecko dЕ‚ugo patrzyЕ‚o na niД… powaЕјnymi, wielkimi oczami, nic nie mГіwiД…c.

– No, powiedzże coś wreszcie! Nie umiesz gadać? – roześmiała się pasterka. – Pytam cię, jak masz na imię?

– Mam na imię Dziecko. Albo Mała. Pasterka wybuchnęła śmiechem.

– Ależ to nie jest imię! Jak mówi na ciebie mama? Albo tata?

– Ja nie mam mamy ani taty – odparło Dziecko. Pasterka spoważniała, ale zaraz wróciła jej naturalna pogoda:

– Kogoś przecież musisz mieć! Kogoś kto się tobą opiekuje? Jest chyba ktoś taki?

– Mam ją – powiedziało Dziecko i ruchem głowy wskazało zrujnowany dom.

– Pewnie masz ciocię lub babcię – podpowiedziała Pasterka.

– To całkiem możliwe. Ona jest stara – zgodziło się Dziecko z powagą.

– A zatem jest babcią. A jak cię nazywa?

– Dziecko lub Mała – powtórzyło Dziecko. Pasterka zachichotała z rozbawieniem.

– Chcesz to przyjdę tu jutro, żeby paść owce, i wtedy pobawimy się – rzuciła wesoło. – Może wówczas przypomnisz sobie, jak masz na imię. Wszyscy mają jakieś imiona. Więc chcesz?

– Chcę – odparło Dziecko, bowiem pojęcie zabawy było mu całkiem obce, lecz szybko pojęło, że musi to być coś bardzo przyjemnego.


Еще несколько книг в жанре «Современная проза»

Джаз, Тони Моррисон Читать →

Охота на уток, Борис Можаев Читать →

Beloved, Toni Morrison Читать →