Размер шрифта:     
Гарнитура:GeorgiaVerdanaArial
Цвет фона:      
Режим чтения: F11  |  Добавить закладку: Ctrl+D
Следующая страница: Ctrl+→  |  Предыдущая страница: Ctrl+←
Показать все книги автора/авторов: ZiemiaЕ„ski Andrzej
 

«Przesiadka W Piekle», Andrzej ZiemiaЕ„ski

Иллюстрация к книге

Bezlitosny blask jarzeniГіwek raziЕ‚ wyczerpane bezsennoЕ›ciД… oczy, sprawiajД…c coraz wiД™kszy bГіl i powodujД…c uporczywe Е‚zawienie. NajwyraЕєniej jednak nie przeszkadzaЕ‚ dwГіm policjantom przechadzajД…cym siД™ wzdЕ‚uЕј Е›ciany. Wprost przeciwnie, ich miarowe kroki, beznamiД™tny wyraz oczu lustrujД…cych kaЕјdy zakД…tek peronu i idealny bezruch trzymanych w dЕ‚oniach paЕ‚ek harmonizowaЕ‚y wrД™cz z doprowadzonД… do skrajnoЕ›ci aseptycznoЕ›ciД… rozlegЕ‚ego pomieszczenia.

Ukryty za filarem Lynn Fargo ostrożnie wychylił głowę. Szerokie, okryte ciemnym materiałem kuloodpornych kamizelek plecy patrolowych oddalały się coraz bardziej. Dokładając starań, by nie wywołać najlżejszego hałasu, przemknął do wąskiego korytarza prowadzącego na niższy poziom stacji. U jego wylotu przy pokrytej świeżą farbą ścianie stała rozklekotana ławka. Rozejrzał się wokół. Nie, to nie było dobre miejsce. Ruszył w dół, zatrzymując się na każdym podeście wyściełanych schodów, żeby dać odpocząć drżącym nogom. Perony poniżej były oświetlone równie jasno, lecz potężniejsze i gęściej ustawione filary dawały więcej cienia. Fargo stanął pod pierwszym z nich, obserwując otoczenie. Nieliczni o tak późnej porze podróżni nie zwracali uwagi na obszarpańca o wpółprzymkniętych powiekach. Brak snu dokuczał mu coraz bardziej. Pokusa, by położyć się pod najbliższą ze ścian była bardzo silna, wiedział jednak, że dzisiaj nie miałoby to najmniejszego sensu. Po dziesięciu minutach przeszedł na drugi koniec peronu, po kolejnym kwadransie wrócił do wylotu schodów. Pół godziny później miał już nadzieję na normalne spędzenie nocy. Tuż obok nieczynnego o tej porze kiosku, za billboardem, stał rząd krzeseł z tworzywa sztucznego. Fargo błyskawicznie skoczył w wąski przesmyk między filarami i położył się na jedynej jeszcze wolnej przestrzeni pomiędzy takimi jak on łachmaniarzami.

Naturalna osЕ‚ona Е›ciany kiosku i kratownicy podtrzymujД…cej reklamД™ okazaЕ‚a siД™ niestety iluzoryczna. ZdawaЕ‚o mu siД™, Ејe ledwie poЕ‚oЕјyЕ‚ gЕ‚owД™ na zgiД™tym ramieniu sД…siada, gdy poczuЕ‚ mocne uderzenie.

– Pobudka!

DwГіch policjantГіw koЕ„cami dЕ‚ugich paЕ‚ek szturchaЕ‚o leЕјД…cych.

– Jazda! Jazda stąd!

Fargo wstał z trudem, krztusząc się przy każdym oddechu. Ból przenikający całe ciało jak na złość kumulował się w piekących oczach. Zgięty wpół, dotarł jako pierwszy do ruchomych schodów, które wyniosły go wprost do głównej hali podziemnego dworca, i spróbował szczęścia jeszcze raz. Po cichu, tłumiąc ataki suchego kaszlu, podszedł do drzwi toalet. Szansa była niewielka. Zbliżył się do tafli nieprzezroczystego szkła. Nikt z obsługi nie zareagował. Choć zakrawało to na cud, chyba go nie zauważyli. Na palcach wszedł do środka i zatoczył się w kierunku kabin. Otworzył jedną i z ulgą usiadł na zamkniętym sedesie, lecz nie zdążył nawet zabezpieczyć drzwi, kiedy na zewnątrz usłyszał kroki.

– Hej, ty!

GЕ‚os kobiety nie zawieraЕ‚ ani zЕ‚oЕ›ci, ani agresji, ani nawet cienia zainteresowania. ByЕ‚ po prostu zmД™czony.

– Idź umierać gdzie indziej.

Zrezygnowany, zapiął swój podszyty gazetami płaszcz i otworzył drzwi. Nie podniósł nawet głowy, żeby na nią spojrzeć. Kolejny człowiek wykonujący swoje obowiązki. Postawił kołnierz, przemierzył hol i wyszedł w objęcia mrocznej ulicy. Być może panujący tu chłód dla normalnego obywatela stanowił miłe urozmaicenie po upalnym dniu. Jednakże dla wycieńczonego głodem organizmu te kilka stopni powyżej zera zdawało się niemal arktycznym mrozem, przy którym drętwiały palce, słabły ramiona, a każdy oddech kończył się kłuciem w obolałych płucach. Taka temperatura powodowała jeszcze inną dolegliwość. Pusty, skurczony do granic żołądek coraz dokuczliwiej przypominał, że trawienie własnych soków nie jest jego podstawową funkcją.

Fargo skręcił za róg rozświetlonej setkami neonów ulicy, ginąc w labiryncie dawno opuszczonych, zdewastowanych kamienic, warsztatów i garaży z czerwonej cegły. Szedł długo, ale w końcu dotarł do celu. Dysząc z wysiłku, przecisnął się przez dziurę w płocie, by przedostać się na teren dawno zamkniętej fabryki, i przykucnął przy pogiętej, pordzewiałej beczce, w której wciąż płonął wątły ogień. Otaczający ją ludzie, podobnie jak on, walczyli z sennością, zdając sobie sprawę, że przy panującej wilgoci ciepło płomieni jest iluzoryczne i nie ogrzeje nieruchomego człowieka.

– Boli… – szepnął mężczyzna w rozdartej marynarskiej kurtce, oparty o stos pustych palet. – Boli…

– Pobili cię? – spytał Fargo tylko dlatego, że chciał wymazać ze świadomości wspomnienie kuszącego ciepła dworca.

Siwy marynarz skinД…Е‚ powoli gЕ‚owД….

– Złodzieje…

– Złodzieje? Ciebie? – odezwał się ktoś z boku. – Niby po co?

– Nie wiem. Pobili… – zapytany wygiął się, jakby w ten sposób mógł uniknąć paraliżującego bólu. – Ludzie, ja umieram…

– Gdzie cię dopadli?

Fargo zauwaЕјyЕ‚ obok brudnД…, niezbyt Е‚adnД… dziewczynД™, na ktГіrД… zwrГіciЕ‚ uwagД™ juЕј poprzedniego dnia. PrzysunД…Е‚ siД™ do niej.

– Zimno ci?

ByЕ‚o to idiotyczne pytanie, ale jego wymД™czony mГіzg od dawna nie dziaЕ‚aЕ‚ jak naleЕјy. DЕ‚ugie, przetЕ‚uszczone wЕ‚osy opadЕ‚y na twarz dziewczyny, kiedy przysuwaЕ‚a siД™ bliЕјej.

– Masz coś do jedzenia?

Ona teЕј nie byЕ‚a w najlepszej formie.

– Może… – przełknął ślinę -…może czegoś poszukamy? – zaproponował.

Już wypowiadając te słowa, pożałował swego pomysłu, a kiedy dziewczyna skwapliwie pokiwała głową, poczuł złość. Środek nocy nie był dobrą porą na szukanie czegokolwiek, zaś widok rozbawionego miasta, pełnego barów, klubów i restauracji sprawiał niemal fizyczny ból ludziom takim jak oni. Beztroskie dźwięki zabawy, współzawodniczące ze sobą zapachy wykwintnego jedzenia oraz pełni luzu i pewności siebie bywalcy tych miejsc – wszystko to stanowiło esencję koszmarów, które nękały bezdomnych.

Dziewczyna jednak nie miała o tym bladego pojęcia. Zeszłej nocy zupełnym przypadkiem Fargo dowiedział się, że tak naprawdę nie należała do tego świata. Była córką dość bogatych, zajętych tylko sobą rodziców, w których życiu zaszło coś w jej rozumieniu tak ważnego, tak niszczącego, że nie mogła z nimi dalej żyć. Ucieczka miała być protestem… Znalazła się na ulicy, bez pieniędzy, bez perspektyw, ale za to z nieprawdopodobnym wprost szczęściem, które przez całe dwa tygodnie chroniło ją przed gwałcicielami, maniakami czy zwykłymi bandytami, od których miasto roiło się nocą.

Fargo nie wiedział, jak jej powiedzieć, że to szczęście ma granice, że przeżycie trzeciego tygodnia może graniczyć z cudem. Wstał powoli, prostując zdrętwiałe nogi bynajmniej nie dlatego, że spieszno mu było grać ze złudzeniami dziewczyny, ale dyskusja przy ognisku zaczęła przybierać coraz ostrzejsze tony i dłuższe przebywanie tutaj mogło zakończyć się fatalnie.


Еще несколько книг в жанре «Фэнтези»

Облачный край, Владимир Васильев Читать →