Размер шрифта:     
Гарнитура:GeorgiaVerdanaArial
Цвет фона:      
Режим чтения: F11  |  Добавить закладку: Ctrl+D
Следующая страница: Ctrl+→  |  Предыдущая страница: Ctrl+←
Показать все книги автора/авторов: Sapkowski Andrzej
 

«Ostatnie Ејyczenie», Andrzej Sapkowski

GЕЃOS ROZSД„DKU 1

PrzyszЕ‚a do niego nad ranem.

WeszЕ‚a bardzo ostroЕјnie, cicho, stД…pajД…c bezszelestnie, pЕ‚ynД…c przez komnatД™ jak widmo, jak zjawa, a jedyny dЕєwiД™k, jaki towarzyszyЕ‚ jej ruchom, wydawaЕ‚a opoЕ„cza, ocierajД…ca siД™ o nagД… skГіrД™. A jednak ten wЕ‚aЕ›nie nikЕ‚y, ledwie sЕ‚yszalny szelest zbudziЕ‚ wiedЕєmina, a moЕјe tylko wyrwaЕ‚ z pГіЕ‚snu, w ktГіrym koЕ‚ysaЕ‚ siД™ monotonnie, jak gdyby w bezdennej toni, zawieszony pomiД™dzy dnem a powierzchniД… spokojnego morza, poЕ›rГіd falujД…cych leciutko pasemek morszczynu.

Nie poruszyЕ‚ siД™, nie drgnД…Е‚ nawet. Dziewczyna przyfrunД™Е‚a bliЕјej, zrzuciЕ‚a opoЕ„czД™, powoli, z wahaniem oparЕ‚a zgiД™te kolano o krawД™dЕє Е‚oЕјa. ObserwowaЕ‚ jД… spod opuszczonych rzД™s, nadal nie zdradzajД…c, Ејe nie Е›pi. Dziewczyna ostroЕјnie wspiД™Е‚a siД™ na posЕ‚anie, na niego, obejmujД…c go udami. Wsparta na wyprД™Ејonych ramionach musnД™Е‚a mu twarz wЕ‚osami, ktГіre pachniaЕ‚y rumiankiem. Zdecydowana i jakby zniecierpliwiona pochyliЕ‚a siД™, dotknД™Е‚a koniuszkiem piersi jego powieki, policzka, ust. UЕ›miechnД…Е‚ siД™, ujmujД…c jД… za ramiona, bardzo wolnym ruchem, ostroЕјnie, delikatnie. WyprostowaЕ‚a siД™, uciekajД…c jego palcom, promieniujД…ca, podЕ›wietlona, zatarta swym blaskiem w mglistej jasnoЕ›ci Е›witu. PoruszyЕ‚ siД™, ale stanowczym naciskiem obu dЕ‚oni zabroniЕ‚a mu zmiany pozycji, lekkimi, ale zdecydowanymi ruchami bioder domagaЕ‚a siД™ odpowiedzi.

OdpowiedziaЕ‚. Nie cofaЕ‚a siД™ juЕј przed jego dЕ‚oЕ„mi, odrzuciЕ‚a gЕ‚owД™ w tyЕ‚, potrzД…snД™Е‚a wЕ‚osami. Jej skГіra byЕ‚a chЕ‚odna i zadziwiajД…co gЕ‚adka. Oczy, ktГіre zobaczyЕ‚, gdy zbliЕјyЕ‚a twarz do jego twarzy, byЕ‚y wielkie i ciemne, jak oczy rusaЕ‚ki.

KoЕ‚ysany utonД…Е‚ w rumiankowym morzu, ktГіre wzburzyЕ‚o siД™ i zaszumiaЕ‚o, zatraciwszy spokГіj.

WIEDЕ№MIN

I

PГіЕєniej mГіwiono, Ејe czЕ‚owiek ten nadszedЕ‚ od pГіЕ‚nocy od bramy PowroЕєniczej. SzedЕ‚ pieszo, a objuczonego konia prowadziЕ‚ za uzdД™. ByЕ‚o pГіЕєne popoЕ‚udnie i kramy powroЕєnikГіw i rymarzy byЕ‚y juЕј zamkniД™te, a uliczka pusta. ByЕ‚o ciepЕ‚o, a czЕ‚owiek ten miaЕ‚ na sobie czarny pЕ‚aszcz narzucony na ramiona. ZwracaЕ‚ uwagД™.

ZatrzymaЕ‚ siД™ przed gospodД… "Stary Narakort", postaЕ‚ chwilД™, posЕ‚uchaЕ‚ gwaru gЕ‚osГіw. Gospoda, jak zwykle o tej porze, byЕ‚a peЕ‚na ludzi.

Nieznajomy nie wszedЕ‚ do "Starego Narakortu". PociД…gnД…Е‚ konia dalej, w dГіЕ‚ uliczki. Tam byЕ‚a druga karczma, mniejsza, nazywaЕ‚a siД™- "Pod Lisem". Tu byЕ‚o pusto. Karczma nie miaЕ‚a najlepszej sЕ‚awy.

Karczmarz uniГіsЕ‚ gЕ‚owД™ znad beczki kiszonych ogГіrkГіw i zmierzyЕ‚ goЕ›cia wzrokiem. Obcy, ciД…gle w pЕ‚aszczu, staЕ‚ przed szynkwasem sztywno, nieruchomo, milczaЕ‚.

— Co podać?

— Piwa — rzekł nieznajomy. Głos miał nieprzyjemny. Karczmarz wytarł ręce o płócienny fartuch i napełnił gliniany kufel. Kufel był wyszczerbiony.

Nieznajomy nie byЕ‚ stary, ale wЕ‚osy miaЕ‚ prawie zupeЕ‚nie biaЕ‚e. Pod pЕ‚aszczem nosiЕ‚ wytarty skГіrzany kubrak, sznurowany pod szyjД… i na ramionach. Kiedy Е›ciД…gnД…Е‚ swГіj pЕ‚aszcz, wszyscy zauwaЕјyli, Ејe na pasie za plecami miaЕ‚ miecz. Nie byЕ‚o w tym nic dziwnego, w Wyzimie prawie wszyscy chodzili z broniД…, ale nikt nie nosiЕ‚ miecza na plecach niby Е‚uku czy koЕ‚czana.

Nieznajomy nie usiadЕ‚ za stoЕ‚em, pomiД™dzy nielicznymi goЕ›Д‡mi, staЕ‚ dalej przy szynkwasie, godzД…c w karczmarza przenikliwymi oczami. PociД…gnД…Е‚ z kufla.

— Izby na nocleg szukani.

— Nie ma — burknął karczmarz, patrząc na buty gościa, zakurzone i brudne. - W "Starym Narakorcie" pytajcie.

— Tu bym wolał.

— Nie ma — karczmarz rozpoznał wreszcie akcent nieznajomego. To był Riv.

— Zapłacę — rzekł obcy cicho, jak gdyby niepewnie. Wtedy właśnie zaczęła się ta cała paskudna historia. Ospowaty drągal, który od chwili wejścia obcego nie spuszczał z niego ponurego wzroku, wstał i podszedł do szynkwasu. Dwójka jego towarzyszy stanęła z tyłu, nie dalej niż dwa kroki.

— Nie ma miejsca, hultaju, rivski włóczęgo — charknął ospowaty, stając tuż obok nieznajomego. - Nie.trzeba nam takich jak ty tu, w Wyzimie. To porządne miasto!

Nieznajomy wziął swój kufel i odsunął się. Spojrzał na karczmarza, ale ten unikał jego wzroku. Ani mu było w głowie bronić Riva. W końcu, kto lubił Rivów?

— Każdy Riv to złodziej — ciągnął ospowaty, zionąc piwem, czosnkiem i złością. - Słyszysz, co mówię, pokrzywniku?

— Nie słyszy. Łajno ma w uszach — rzekł jeden z tych z tyłu, a drugi zarechotał.

— Płać i wynoś się! - wrzasnął dziobaty. Nieznajomy dopiero teraz spojrzał na niego.

— Piwo skończę.

— Pomożemy ci — syknął drągal. Wytrącił Rivowi kufel z ręki i jednocześnie chwytając go za ramię, wpił palce w rzemień przecinający skosem pierś obcego. Jeden z tych z tyłu wzniósł pięść do uderzenia. Obcy zwinął się w miejscu, wytrącając ospowatego z równowagi. Miecz zasyczał w pochwie i błysnął krótko w świetle kaganków. Zakotłowało się. Krzyk. Ktoś z pozostałych gości runął ku wyjściu. Z trzaskiem upadło krzesło, głucho mlasnęły o podłogę gliniane naczynia. Karczmarz — usta mu dygotały — patrzył na okropnie rozrąbaną twarz ospowatego, który wczepiwszy palce w brzeg szynkwasu, osuwał się, niknął z oczu, jak gdyby tonął. Tamci dwaj leżeli na podłodze. Jeden nieruchomo, drugi wił się i drgał w rosnącej szybko ciemnej kałuży. W powietrzu wibrował, świdrując uszy, cienki, histeryczny krzyk kobiety. Karczmarz zatrząsł się, zaczerpnął tchu i zaczął wymiotować.


Еще несколько книг в жанре «Фэнтези»

Танцуя Ганам, Урсула Ле Гуин Читать →