Размер шрифта:     
Гарнитура:GeorgiaVerdanaArial
Цвет фона:      
Режим чтения: F11  |  Добавить закладку: Ctrl+D
Следующая страница: Ctrl+→  |  Предыдущая страница: Ctrl+←
Показать все книги автора/авторов: Sapkowski Andrzej
 

«Miecz przeznaczenia», Andrzej Sapkowski

GRANICA MOЕ»LIWOЕљCI

I

— Nie wyjdzie stamtąd, mówię wam — powiedział pryszczaty, z przekonaniem kiwając głową. - Już godzina i ćwierć, jak tam wlazł. Już po nim.

Mieszczanie, stЕ‚oczeni wЕ›rГіd ruin, milczeli wpatrzeni w ziejД…cy w rumowisku czarny otwГіr, w zagruzowane wejЕ›cie do podziemi. Grubas w ЕјГіЕ‚tym kubraku przestД…piЕ‚ z nogi na nogД™, chrzД…knД…Е‚, zdjД…Е‚ z gЕ‚owy wymiД™ty biret.

— Poczekajmy jeszcze — powiedział, ocierając pot z rzadkich brwi.

— Na co? — prychnął pryszczaty. - Tam, w lochach, siedzi bazyliszek, zapomnieliście, wójcie? Kto tam wchodzi, ten już przepadł. Mało to ludzi tam poginęło? Na co tedy czekać?

— Umawialiśmy się przecie — mruknął niepewnie grubas. - Jakże tak?

— Z żywym się umawialiście, wójcie — rzekł towarzysz pryszczatego, olbrzym w skórzanym, rzeźnickim fartuchu. - A nynie on martwy, pewne to jak słońce na niebie. Z góry było wiadomo, że na zgubę idzie, jak i inni. Przecie on nawet bez zwierciadła polazł, z mieczem tylko. A bez zwierciadła bazyliszka nie zabić, każdy to wie.

— Zaoszczędziliście grosza, wójcie — dodał pryszczaty. - Bo i płacić za bazyliszka nie ma komu. Idźcie tedy spokojnie do dom. A konia i dobytek czarownika my weźmiemy, żal dać przepadać dobru.

— Ano — powiedział rzeźnik. - Sielna klacz, a i juki nieźle wypchane. Zajrzyjmy, co w środku.

— Jakże tak? Coście?

— Milczcie, wójcie, i nie mieszajcie się, bo guza złapiecie — ostrzegł pryszczaty.

— Sielna klacz — powtórzył rzeźnik.

— Zostaw tego konia w spokoju, kochasiu. Rzeźnik odwrócił się wolno w stronę obcego przybysza, który wyszedł zza załomu muru, zza pleców ludzi, zgromadzonych dookoła wejścia do lochu.

Obcy miaЕ‚ kД™dzierzawe, gД™ste, kasztanowate wЕ‚osy, brunatnД… tunikД™ na watowanym kaftanie, wysokie, jeЕєdzieckie buty. I Ејadnej broni.

— Odejdź od konia — powtórzył, uśmiechając się zjadliwie. - Jakże to? Cudzy koń, cudze juki, cudza własność, a ty podnosisz na nie swoje kaprawe oczka, wyciągasz ku nim parszywą łapę? Godzi się tak?

Pryszczaty, powoli wsuwajД…c rД™kД™ za pazuchД™ kurty, spojrzaЕ‚ na rzeЕєnika. RzeЕєnik kiwnД…Е‚ gЕ‚owД…, skinД…Е‚ w stronД™ grupy, z ktГіrej wyszЕ‚o jeszcze dwu, krД™pych, krГіtko ostrzyЕјonych. Obaj mieli paЕ‚ki, takie, jakimi w rzeЕєni gЕ‚uszy siД™ zwierzД™ta.

— Ktoście to niby — spytał pryszczaty, nie wyjmując ręki zza pazuchy — żeby nam prawię, co się godzi, a co nie?

— Nic ci do tego, kochasiu.

— Broni nie nosicie.

— Prawda — obcy uśmiechnął się jeszcze zjadliwiej. - Nie noszę.

— To niedobrze — pryszczaty wyjął rękę zza pazuchy, razem z długim nożem. - To bardzo niedobrze, że nie nosicie.

RzeЕєnik teЕј wyciД…gnД…Е‚ nГіЕј, dЕ‚ugi jak kordelas. Tamci dwaj postД…pili do przodu, unoszД…c paЕ‚ki.

— Nie muszę nosić — rzekł obcy, nie ruszając się z miejsca. - Moja broń chodzi za mną.

Zza ruin wyszЕ‚y, stД…pajД…c miД™kkim, pewnym krokiem, dwie mЕ‚ode dziewczyny. TЕ‚umek natychmiast rozstД…piЕ‚ siД™, cofnД…Е‚, przerzedziЕ‚.

Obie dziewczyny uЕ›miechaЕ‚y siД™, bЕ‚yskajД…c zД™bami, mruЕјД…c oczy, od kД…cikГіw, ktГіrych biegЕ‚y ku uszom szerokie, sine pasy tatuaЕјu. MiД™Е›nie graЕ‚y na mocnych udach widocznych spod rysich skГіr otaczajД…cych biodra, na nagich, krД…gЕ‚ych ramionach powyЕјej rД™kawic z kolczej siatki. Sponad barkГіw, tez osЕ‚oniД™tych kolczugД…, sterczaЕ‚y rД™kojeЕ›ci szabel.

Pryszczaty wolno, wolniutko zgiД…Е‚ kolana, upuЕ›ciЕ‚ nГіЕј na ziemiД™.

Z dziury w rumowisku rozległ się grzechot kamieni, chrobot, po czym z ciemności wynurzyły się dłonie wczepione w poszczerbiony skraj muru. Za dłońmi pojawiły się kolejno — głowa o białych, przyprószonych ceglanym miałem włosach, blada twarz, rękojeść miecza, wystająca znad ramienia. Tłum zaszemrał.

BiaЕ‚owЕ‚osy, garbiД…c siД™, wytaszczyЕ‚ z dziury dziwaczny ksztaЕ‚t, cudaczne cielsko, utytЕ‚ane w pyle przesiД…kniД™tym krwiД…. DzierЕјД…c stwora za dЕ‚ugi, jaszczurczy ogon, rzuciЕ‚ go bez sЕ‚owa pod nogi grubego wГіjta. WГіjt odskoczyЕ‚, potknД…Е‚ siД™ o zwalony fragment muru, patrzД…c na zakrzywiony, ptasi dziГіb, bЕ‚oniaste skrzydЕ‚a i sierpowate szpony na pokrytych Е‚uskami Е‚apach. Na wydД™te podgardle, kiedyЕ› karminowe, obecnie brudnorude. Na szkliste, wpadniД™te oczy.


Еще несколько книг в жанре «Фэнтези»

Гамильтон, Лорел Гамильтон Читать →

Темный дар, Наталья Савицкая Читать →

SANDMAN SLIM, Richard Kadrey Читать →