Размер шрифта:     
Гарнитура:GeorgiaVerdanaArial
Цвет фона:      
Режим чтения: F11  |  Добавить закладку: Ctrl+D
Следующая страница: Ctrl+→  |  Предыдущая страница: Ctrl+←
Показать все книги автора/авторов: Pilipiuk Andrzej
 

«Dziedziczki», Andrzej Pilipiuk

Иллюстрация к книге

RozdziaЕ‚ 1

Pierwsza fala czerwcowych upaЕ‚Гіw spaliЕ‚a koniuszki traw. ElektrociepЕ‚ownia w ЕЃД™gu puszczaЕ‚a z kominГіw dymy, z pobliskiego osiedla dobiegaЕ‚ warkot silnika autobusu. CykaЕ‚y Е›wierszcze. ЕЃД…ka byЕ‚a pusta, tylko na skraju olszyny pasЕ‚y siД™ konie. PachniaЕ‚o sianem, rozgrzanym asfaltem, nadchodzД…cym latem.

Katarzyna mocniej ujД™Е‚a rД™kojeЕ›Д‡ buЕ‚atowej szabli wykutej przez mistrza MichaЕ‚a. ZerknД™Е‚a na niego ukradkiem. Niestety, pogrД…Ејony w konwersacji z przyrodnikiem nie zwracaЕ‚ na niД… uwagi. WestchnД™Е‚a. StanisЕ‚awa dobyЕ‚a swojej batorГіwki. GЕ‚ownie zalЕ›niЕ‚y. Agentka stanД™Е‚a bokiem do przeciwniczki. ЕљmiercionoЕ›ne ostrza, to gЕ‚adkie i to, na ktГіrym rГіЕјne gatunki stali tworzyЕ‚y wzГіr przywodzД…cy na myЕ›l sЕ‚oje drzewa, zwarЕ‚y siД™ z chrzД™stem. Dziewczyny wymieniЕ‚y kilka szybkich ciosГіw i odskoczyЕ‚y. Alchemik spojrzaЕ‚ na nie z leciutkД… pobЕ‚aЕјliwoЕ›ciД…. Znowu siД™ starЕ‚y.

– Nieźle sobie radzi ta twoja wychowanka – ocenił Arminius.

– To nie ja ją szkoliłem – wyjaśnił Sędziwój, starannie dobierając na wpół zapomniane węgierskie słowa. – Jej ojciec był prawdziwym kresowym rębajłą. Odziedziczyła po nim duży talent. Może nawet większy niż mój.

Gestem odesłał agentkę na bok. Popatrzyła na niego z urazą. Stanął naprzeciw Stanisławy. Dobył z pochwy długi sumatrzański klewang. Doskoczyli do siebie, zrobił piękny zwód i uderzył tak, by wybić jej broń z ręki. A figę. Ułamek sekundy wcześniej przerzuciła batorówkę do lewej dłoni i wykonała krótkie, podstępne cięcie. Uchylił się w ostatniej chwili, uratowało go wyłącznie doświadczenie zdobyte przez stulecia machania szablą.

Monika w bЕ‚Д™kitnej, jedwabnej bluzeczce weszЕ‚a pomiД™dzy konie. Szkapy przerwaЕ‚y skubanie trawy i obserwowaЕ‚y jД… zaniepokojone.

– Boją się – zauważył Laszlo, postępujący za nią krok w krok. – Wyczuwają cię. Konie, psy, koty, niektórzy ludzie.

– Owce i kozy – uzupełniła. – Tylko krowy i świnie jakoś nie zwracają na mnie uwagi. Wszyscy się mnie boją, przynajmniej na początku – westchnęła. – Albo i próbują zabić. – Dotknęła palcem jego piersi.

Wspomnienie pomyłki niełatwo mijało. Zaczerwienił się. I jej trudno było zapomnieć tamte chwile. Nieczęsto człowiek tak blisko ociera się o śmierć.

– Całe życie marzyła mi się taka dziewczyna jak ty – powiedział, obejmując ją delikatnie.

Fajny chłopak. Inteligentny, sympatyczny, ba, nawet przystojny. I chyba wpadła mu w oko. Pytania, które zadawała sobie przez ostatnie tygodnie, powróciły. Minęło wiele stuleci, od kiedy była z kimś związana. Może pora raz jeszcze poddać się uczuciom? Poczuć bicie serca tak silne, jakby pomiędzy żebrami trzepotał się mały ptaszek?

– Mhm… – mruknęła, odsuwając się kawałek. – I jak na złość, zamiast normalnej, miłej i ładnej Węgierki znalazłeś sobie cudzoziemkę i wampirzycę, która do tego ma kompletnie rozregulowany zegar biologiczny. Wyglądam na piętnaście lat!

– Dla ciebie gotów jestem stać się zdeklarowanym pedofilem – zażartował. – A co do zegarów, jeśli Alchemik uzna, że jestem godzien… – Obejrzał się na mistrza Michała. – Nie będzie to dużym problemem. Czerwona tynktura umożliwia przedłużenie życia.

– Mhm… – powtórzyła. – Wyjeżdżacie? – zmieniła temat.

– Na kilka tygodni, może miesięcy – wyjaśnił. – Chciałbym… Pozwolisz, że będę do ciebie pisał listy?

– Tak. – Nie zawahała się nawet na ułamek sekundy.

– Dostanę całuska na pożegnanie?

Czasy siД™ zmieniajД…, a ludzie dziczejД…. A moЕјe wrД™cz przeciwnie, wracajД… do stanu naturalnego? Ale dla niej pocaЕ‚unek, zwykЕ‚e muЕ›niД™cie policzka wargami, to obietnica i pewna deklaracja zarazem.

– Lepiej poczekajmy z tym do twojego powrotu. – Spojrzała na niego zalotnie i uśmiechnęła się.

Konie wrГіciЕ‚y do skubania trawy. UlicД… przejechaЕ‚ autobus. Zmiana. Katarzyna osuszyЕ‚a rД™kawem spocone czoЕ‚o i ponownie natarЕ‚a na kuzynkД™. Ta cofaЕ‚a siД™ maЕ‚ymi kroczkami, po mistrzowsku parujД…c i blokujД…c jej uderzenia.

– Macie jakiś ślad? – zagadnął Sędziwój.

– Coś tak jakby – przyznał Arminius. – Nie wiem. A ty też, zdaje się, planujesz dalszą wyprawę?

– Muszę zbadać pewien ciekawy trop. Chcę sprawdzić, czy na Tajwanie, w Makao i Hong-Kongu żyją jeszcze jacyś chińscy alchemicy.

 

*  *  *

 

Kuchnia jest do bólu nowoczesna. Stanisława, urządzając mieszkanie, nie odmówiła sobie nabycia lodówki, zmywarki i kuchenki z płytą indukcyjną. Szafki są zupełnie zwyczajne. Ale ich zawartość już nie. W szklanych i glinianych pojemnikach zgromadziła ogromną ilość własnoręcznie suszonych ziół. Doprawia potrawy zgodnie z wymogami kuchni kresowego ziemiaństwa. Sypie dużo „korzeni", mięso maceruje octem, marynuje w jakichś straszliwych mieszankach oliwy, pieprzu, tymianku i innych tajemniczych ingrediencji. Z Etiopii przywiozła trochę tamtejszych przypraw. Stoją w słoikach opisanych kilkoma dziwnymi alfabetami. Katarzyna przeglądała je kiedyś, ale zdołała zidentyfikować tylko szafran i kurkumę. Alchemiczka jest też fanatyczką kiszenia. Ogórki, kapusta, czosnek, cebula – nie budzą niczyjego zdziwienia. Jednak w kamionkowych garnczkach wylądowały także pomidory oraz pocięte w kostkę dynie i arbuzy. W kilku butelkach czerni się ocet balsamiczny. Zazwyczaj gospodyni używa tego najpospolitszego, kupowanego w supermarkecie, ale od święta wydobywa ze skrzynki flaszeczkę z tym specjalnym, który leżakował kolejno w beczkach z drewna dębowego, kasztanowego, wiśniowego, morwowego i z jałowca przez czterdzieści lat. Ma też ze dwadzieścia rodzajów oleju.


Еще несколько книг в жанре «Научная Фантастика»

Все по правилам, Илья Варшавский Читать →

Под знаком «Если», Стенли Вейнбаум Читать →