Размер шрифта:     
Гарнитура:GeorgiaVerdanaArial
Цвет фона:      
Режим чтения: F11  |  Добавить закладку: Ctrl+D
Следующая страница: Ctrl+→  |  Предыдущая страница: Ctrl+←
Показать все книги автора/авторов: Szklarski Alfred
 

«Tomek u ЕєrГіdeЕ‚ Amazonki», Alfred Szklarski

Иллюстрация к книге

Napad o Е›wicie

Nad pГіЕ‚nocno-zachodniД… BrazyliД…, niemal u zbiegu jej granic z Peru i KolumbiД…, czarne, ciД™Ејkie chmury przedwczeЕ›nie zakryЕ‚y zachodzД…ce sЕ‚oЕ„ce. DuЕјe krople deszczu zaszeleЕ›ciЕ‚y w gД™stwinie amazoЕ„skiej selwy [?]. W tej wЕ‚aЕ›nie chwili nagle zamilkЕ‚o monotonne brzД™czenie cykad [?]i Е›wierszczy, zamarЕ‚y przedwieczorne rozhowory papug. GwaЕ‚towny podmuch wichru zakoЕ‚ysaЕ‚ koronami drzew, targnД…Е‚ poroЕ›lami zwisajД…cymi jak festony.

W obozie zbieraczy kauczuku [?], zbudowanym w pobliЕјu brzegu rzeki Putumayo [?], zaczД™Е‚a siД™ gorД…czkowa krzД…tanina. Pospiesznie umacniano mieszkalne szaЕ‚asy, chowano sprzД™ty, aby nadciД…gajД…ca zawierucha nie wyrzД…dziЕ‚a zbyt wielkich szkГіd.

Rozgardiasz w obozie i deszcz mocno juЕј szeleszczД…cy w liЕ›ciastym poszyciu dachu przerwaЕ‚y drzemkД™ smukЕ‚emu mЕ‚odzieЕ„cowi, spoczywajД…cemu na drewnianej pryczy. OciД™Ејale uniГіsЕ‚ siД™ na Е‚okciu. W izbie byЕ‚o mroczno, spojrzaЕ‚ wiД™c w otwГіr drzwiowy, osЕ‚oniД™ty gД™stД…, drucianД… siatkД…: na dworze rГіwnieЕј juЕј pociemniaЕ‚o.

John Nixon, bo tak wЕ‚aЕ›nie zwaЕ‚ siД™ Гіw mЕ‚ody mД™Ејczyzna, dЕ‚oniД… odgarnД…Е‚ nioskitierД™ zawieszonД… wokГіЕ‚ pryczy, po czym wstaЕ‚ z legowiska. Chwiejnym krokiem podszedЕ‚ do progu i otworzyЕ‚ aЕјurowe drzwi. Najpierw spojrzaЕ‚ w kierunku baraku, w ktГіrym gromadzono zbiory kauczuku. Wrota byЕ‚y zamkniД™te. Prawie nadzy Indianie w milczeniu krzД…tali siД™ przy szaЕ‚asach, w ktГіrych zapewne juЕј skryЕ‚y siД™ przed burzД… ich kobiety i dzieci.

– Aukoni! – zawołał lekko ochrypłym głosem John Nixon.

– Sim, senhor! [?]- odparł Indianin, zbliżając się do progu chaty.

– Gdzie są capangos? [?]- zapytał Nixon.

– Jedzą kolację w baraku – wyjaśnił Indianin.

Nixon gniewnie zmarszczył brwi. Na płatnych dozorcach można było polegać jedynie wtedy, gdy sami czuli bat nad sobą. Po chwili znów zagadnąłŕ- Czy wszyscy seringueiros [?]powrócili z selwy? Burza nadciąga!

– Wrócili, kauczuk złożony w magazynie – odpowiedział Aukoni, który przewodził grupie Indian z plemienia Cubeo, zbierających lateks dla kompanii "Nixon – Rio Putumayo".

– Czy wydałeś wszystkim racje żywności?

– Sim, senhor, zaraz także każę przynieść panu kolację – odpowiedział Aukoni.

– Do diabła z jedzeniem! – gwałtownie wybuchnął Nixon. – Nie jestem głodny! Idź już sobie!

Ani jeden muskuł nie drgnął w twarzy Indianina wyrażającej kamienny spokój, tylko jego wzrok nieznacznie przesunął się po zwierzchniku. Poznał, że biały znów pił alkohol. Po krótkiej chwili namysłu szepnąłŕ- Senhor Wilson odszedł, źli ludzie blisko, nie pij więcej…

BiaЕ‚y jednak nie usЕ‚yszaЕ‚ ostrzeЕјenia, bowiem jaskrawozielony, metaliczny bЕ‚ysk szeroko przeciД…Е‚ czerЕ„ nieba i potД™Ејny huk pioruna zagЕ‚uszyЕ‚ Ејyczliwe sЕ‚owa. Wichura targnД™Е‚a dЕјunglД…, sypnД™Е‚a liЕ›Д‡mi i kawaЕ‚kami gaЕ‚Д™zi. Burza wkrГіtce rozszalaЕ‚a siД™ na dobre.

John Nixon z trzaskiem zamknął zewnętrzne drzwi zbite z przeciętych wzdłuż pni bambusowych. Po omacku dobrnął do drewnianej skrzyni zastępującej stół. Zapalił naftowy kaganek. Ćmy natychmiast wychynęły z mrocznych kątów izby i rozpoczęły harce wokół światła. Jedna z nich musnęła twarz Nixona. Wstrząsnął nim dreszcz wstrętu. Czuł obrzydzenie do owadów i robactwa, od których roiła się amazońska selwa. Nie mógł przywyknąć do wilgotnego lasu, milczącego i pozornie pozbawionego życia w czasie dnia, a w ciemnościach nocy ożywiającego się tysięcznymi, tajemniczymi głosami. Któż mógł wtedy odróżnić głosy zwierzęce od ludzkich? Może to właśnie czerwonoskórzy, dzicy łowcy ludzkich głów lub gorsi nawet od nich biali łowcy niewolników zwoływali się do napadu? Na domiar złego coraz gęstsze deszcze zwiastowały zbliżanie się zimy, czyli pory deszczowej, która wkrótce miała zmienić selwę w bagnisty labirynt jezior i zalewów.

Nixon usiadł na ławie, przygnębiony wsłuchiwał się w szumiące za ścianami chaty potoki deszczu. Po chwili nieco uspokojony mruknąłŕ- Podczas burzy nie trzeba obawiać się napadu, wyśpię się przynajmniej…

Sięgnął po butelkę rumu. Nalał pełną szklankę i wypił. Nieco oszołomiony legł w ubraniu na pryczy, zasłonił moskitierę, wsunął rewolwer pod poduszkę i zacząłrozmyślać. Niebawem już marzył o dniu, w którym nareszcie będzie mógł opuścić głuszę amazońską. Chciał jak najprędzej powrócić do rodzinnego domu w Chicago, gdzie w myśl obietnic stryja miał objąć kierownictwo filii kompanii "Nixon – Rio Putumayo". Oby tylko stryj uznał, że przyszły współwłaściciel jest już dostatecznie wtajemniczony w sprawy przedsiębiorstwa! Tymczasem jednak musiał dalej tkwić w mrocznej selwie w towarzystwie czterech brutalnych capangów oraz milczących, podejrzliwych Indian i wciąż czuwać, wciąż mieć się na baczności. Awanturnicze bandy organizowane przez spekulantów kauczukowych siały gwałt i rozbój w okolicach Rio Putumayo.

MЕ‚ody Nixon z cichym westchnieniem wspomniaЕ‚ Jana SmugД™, prawД… rД™kД™ stryja. Ten sЕ‚awny podrГіЕјnik, odwaЕјny aЕј do zuchwaЕ‚oЕ›ci, nie znaЕ‚ uczucia strachu. W bezdroЕјnym lesie czuЕ‚ siД™ jak w swoim Ејywiole. Gdy przebywaЕ‚ w obozie zbieraczy kauczuku, wszystko szЕ‚o jak z pЕ‚atka: nie byЕ‚o swarГіw, nikt nie stawiaЕ‚ oporu, wszyscy czuli siД™ bezpieczni. Smuga z jednakowД… swobodД… obcowaЕ‚ z na pГіЕ‚ dzikimi ludЕєmi w selwie, jak i z bardziej cywilizowanymi mieszkaЕ„cami Manaos [?], gdzie mieЕ›ciЕ‚y siД™ biura kompanii oraz gЕ‚Гіwne magazyny kauczuku. Podczas ostatniego pobytu w obozie Smuga przyrzekЕ‚ Nixonowi, Ејe wpЕ‚ynie na jego stryja, aby go jak najprД™dzej odwoЕ‚aЕ‚ znad Putumayo.


Еще несколько книг в жанре «Прочие приключения»

Кто сказал, что я убит?, Владимир Дружинин Читать →

Два и две семерки, Владимир Дружинин Читать →